Kiła

Słuchajcie,będzie na poważnie. W Polsce w 2017 r. zanotowano ponad 2 tysiące zgłoszonych i zdiagnozowanych zachorowań na kiłę. Jednak można sądzić, że skala jest znacznie wyższa, bo, po pierwsze: dane nie obejmują jeszcze tego roku; po drugie: nie każdy jest świadomy choroby; po trzecie: zawodzi błędna diagnostyka; po czwarte; od dekady tendencja jest rosnąca. 
 
Kiła jest uleczalna, we wczesnym etapie wystarczy antybiotyk. Problem w tym, że na początku choroba przebiega bezobjawowo i można ją pomylić alergią lub ze zwykła infekcją, co zdarza się nawet lekarzom ginekologom (!). Ponad to, nie zapominajmy o tym, że wszelkie choroby weneryczne są społecznie lekceważone i tabuizowane. Niektórzy chorzy w obawie przed upokorzeniem, stygmatyzacją, posądzeniem o „złe prowadzenie się”, niechęcią do przyznania się do „skoku w bok” wolą leczyć się sami (kupują leki w necie) lub z pomocą wszelkiej maści znachorów, wszak medycyna ludowa zwana też alternatywną ma spore grono zwolenników. Smutnym jest jednak fakt, że rodzi się coraz więcej dzieci z kiłą wrodzoną, chociaż ciężarnym zaleca się badania. Mało tego, są w pakiecie NFZ (sic!). Problemem jest brak kampanii społecznych, programów edukacyjnych na temat chorób wenerycznych. A tak w ogóle, czy rozmawialiście z rodzicami na temat chorób wenerycznych? Bo to temat wstydliwy, bo jak wiadomo wszem i wobec, na „te” choroby zapadają tylko puszczalskie i ruchacze. A to nieprawda. Zabezpieczamy się owszem, ale przed niechcianą ciążą. O HIV/AIDS czasem się wspomina, o chorobach się milczy. 
 
Jak się pewnie domyślacie, najskuteczniejszą metodą prewencji jest prezerwatywa. Czy daje 100% skuteczności? Nie. Ale lepszej nie ma.
 
 
Ściskam udami
Wiktoria Morella

źródło: GUS

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Lubrykanty

Palec w pupę to nie gej!