Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2018

List do P.

Obraz
Nie będę już pisać po raz trzeci, że wysyłanie mi nabrzmiałych penisów z obciągniętym napletkiem, czy to w pojedynczym egzemplarzu niczym antyczny zwój w bibliotece Aleksandryjskiej, czy to w ilościach hurtowych według zasady „niech se z profilu poogląda jaki jestem sexy” to forma przemocy. To jest niesmaczne, uwłaczające, seksistowskie, sprowadzające mnie do roli zabawki, przedmiotu mającego tylko li zaspokoić męskie żądze, no i wkurwiające. Poniżej wszelkiej krytyki. To już było. Nie będę się powtarzać.

Nie będę się również odwoływać do fachowej literatury oraz życiowego doświadczenia. Bowiem penis wyrwany z kontekstu, czy to w erekcji czy też nie, jest fascynujący tylko dla panów. Mężczyzn kręci ich penis, są zafascynowani swoim hedonistycznym, orgiastycznym organem, który, w przeciwieństwie do ręki czy nogi, może „urosnąć”. To także kulturowo świadczy o ich męskości, potencji: „może i żona mnie utrzymuje, ale mam takiego kutasa, że mógłbym zerżnąć dzika”. I samoocen…

Penisem w mrowisko

Obraz
Nie chcę wsadzać penisa w mrowisko, ale… Po reakcji na wcześniejszy post mogę śmiało napisać, że według wielu osób wielkość czyli długość ma jednak znaczenie. Bo to takie męskie powiedzieć: mój penis ma ćwierć metra i to w spoczynku, kotku. I nawet są tacy, którym wcześniejsza wypowiedź tak mocno wskoczyła na ambicję, że byli gotowi słać gołębiem zdjęcia swego członka w erekcji. Dziękuję, za dobre chęci, ale nie jestem zainteresowana. Także wybaczcie.
Społeczna presja naszej fallocentrycznej kultury, w tym także pornografii oraz błędnych, potocznych przekonań sprawia, że u większości społeczeństwa funkcjonują w sposób świadomy lub nie Lippmannowskie, czyli stereotypowe „obrazy w nasz szych głowach”, obrazy wielkich penisów niczym maczugi Herkulesa. W tym kontekście monstrualny kutas jest przejawem egocentrycznej, patriarchalnej władzy mężczyzn. To przejaw dominacji, przemocy, przekonania, że wielkim penisami są wstanie zbawić pół świata, a drugie pół już na sam widok …

AAA Oddam kota z powodów rodzinnych

Obraz
Dzisiaj będzie z zupełnie innej beczki, czyli o kotach. A w zasadzie o niechcianych kotach. Kiedy jesteś w ciąży to najprawdopodobniej masz bzika na punkcie swojego brzucha 🤰.  Wszystko jest nowe i podniecające plus przytłaczająca odpowiedzialność na życie poczęte, znasz to? I nagle słyszysz od wujka Google lub od swojej ginekolożki/ginekologa (sic!) groźnie brzmiące słowa: TOKSOPLAZMOZA = 🐱!  A przecież ty już po pierwszym pakiecie badań wiesz, że nie masz odporności na tego odzwierzęcego pierwotniaka! I już widzisz oczami wyobraźni, że dostajesz zapalenia mózgu, a twoje dziecko doznaje wewnątrzmacicznego zgonu. Brzmi strasznie, prawda? Więc co robisz? Z własnej woli lub pod presją rodziny oddajesz kota, wyrzucasz go lub poddajesz eutanazji. Bestia, roznosi pasożyty, a poza tym jeszcze ci noworodka udusi, bo będzie polować na grdykę. Tfu tfu. Ale czy wiesz o tym, żeby się zakazić musiałabyś zjeść 💩 swojego kota, który akurat po raz pierwszy przechodzi zakażenie? I to …

Samotność

Obraz
Chciałam napisać o samotności w macierzyństwie. O samotności matek zamkniętych w czterech ścianach własnego lęku i niepewności. O samotności matek żyjących na hormonalnej bombie. O łzawych dniach i nocach. O samotności matek, od których odwracają się dotychczasowi znajomi, ponieważ ona mając szaleńczy chaos poznawczy zarówno samej siebie w nowej roli, jak i dziecka, nie ma czasu, ochoty, weny na życie jakie prowadziła przed ciążą. O samotności w przeżywaniu wewnętrznych rozterek i wyrzutów sumienia w trakcie poszukiwaniu harmonii między spełnianiem się w roli matki a byciem nie-matką, autonomiczną jednostką mającą swoje pasje. O samotności w związku, o kulturowej presji i społecznym scedowaniu na matkę wszystkich rodzicielskich obowiązków. O samotności w wiecznym biczowaniu się zarzutami, że nie jestem wystarczająco dobra. O tym, że ostatecznie, mimo licznych grup wsparcia, pozostają same. Bo wirtualne poczucie wspólnoty to nie to samo co doraźna pomoc tu i teraz. Ci…

Łechtaczka rządzi

Obraz
Potocznie utarło się takie przekonanie, że orgazm pochwowy jest lepszy niż łechtaczkowy, czy jakikolwiek inny. Bardziej wartościowy, bardziej „kobiecy”, taki "bardziej". Kobieta ma szczytować w trakcie penetracji i koniec kropka. Och, jakie to życie byłoby nudne, gdyby to była prawda! Nie dajcie się wmanewrować w poczucie winy, że nie macie orgazmu pochwowego, bo jego doświadcza zaledwie jedna czwarta z nas. Według badań naukowców fizjologia orgazmu jest taka sama, niezależnie od źródła jego pochodzenia, więc ma czegoś takiego jak „gorszy” orgazm.  Każdy jest wspaniały!

Pewnie większość z nas chciałaby poznać księcia lub księżniczkę z bajki, który/która rozbudzi w nas pożądanie, spełni wszystkie, nawet te nieuzmysłowione, erotyczne marzenia. Ale duże dziewczynki nie wierzą w bajki. Bo większe prawdopodobieństwo czerpania radości z seksu i wielokrotnych orgazmów będą miały kobiety, które akceptują swoje ciało, mają świadomość swoich potrzeb, pragnień i prefe…