17 grudnia

Penisem w mrowisko

Nie chcę wsadzać penisa w mrowisko, ale…

Po reakcji na wcześniejszy post mogę śmiało napisać, że według wielu osób wielkość czyli długość ma jednak znaczenie. Bo to takie męskie powiedzieć: mój penis ma ćwierć metra i to w spoczynku, kotku. I nawet są tacy, którym wcześniejsza wypowiedź tak mocno wskoczyła na ambicję, że byli gotowi słać gołębiem zdjęcia swego członka w erekcji. Dziękuję, za dobre chęci, ale nie jestem zainteresowana. Także wybaczcie.

Społeczna presja naszej fallocentrycznej kultury, w tym także pornografii oraz błędnych, potocznych przekonań sprawia, że u większości społeczeństwa funkcjonują w sposób świadomy lub nie Lippmannowskie, czyli stereotypowe „obrazy w nasz szych głowach”, obrazy wielkich penisów niczym maczugi Herkulesa. W tym kontekście monstrualny kutas jest przejawem egocentrycznej, patriarchalnej władzy mężczyzn. To przejaw dominacji, przemocy, przekonania, że wielkim penisami są wstanie zbawić pół świata, a drugie pół już na sam widok padnie na kolana rozchylając usta do połyku. Lub przejaw braku wiedzy. Hmm… na dwoje babka wróżyła🤷‍♀️

Panowie, gdybyście posiadali takie monstrualne członki o jakich mowa w męskich przechwałkach, to raczej nie czerpalibyście satysfakcji z seksu. Nie mówiąc o partnerze/partnerce.

Po pierwsze, co wynika z fizjologii, podczas erekcji krew napływa do penisa, wypełnia ciała jamiste i wtedy następuje wzwód. Ilość krwi w ciele człowieka ma swoją określoną ilość (u mężczyzn to około 5 litrów) i gdy kumuluje się w członku, w pozostałej części ciała jest jej mniej. Tego się nie przeskoczy. Duży penis „pochłania” dużo krwi, w reszcie ciała jest jej za mało i następuje omdlenie, więc raczej z seksu nici.

Panujące powszechne przeświadczenie „jak się popieści to się zmieści” jest błędne, bo jak się łatwo domyślić, kobieca pochwa, chociaż jest elastyczna to nie jest z gumy, i swoje granice rozciągliwości ma. Ma też określoną długość: od 5 do 14 cm, a przeciętnie 5-8 cm. Więc gdzie upchać te, w optymalnej wersji, pozostałe 11 cm? Czy czerpalibyście satysfakcję z seksu, jeśli penetracja byłaby na pół gwizdka? Nie sądzę.

Po drugie, pokutuje społeczne przekonanie, że jeśli u mężczyzny największe unerwienie, a zarazem miejsce czerpania erotycznej satysfakcji, jest w końcówce prącia (żołądź) to, analogicznie, zwieńczenie pochwy winno być również miejscem kumulacji kobiecych doznań. Ale tak nie jest. Kobiecym terenem erotycznej eksploracji i czerpania satysfakcji erotycznej, seksualnej jest wejście do pochwy, wargi sromowe mniejsze, okolice cewki moczowej, no i oczywiście łechtaczka. Także u kobiet mających orgazmy pochwowe (a jest ich zaledwie jedna czwarta populacji kobiet). Warto jeszcze wspomnieć o dość powszechnym tyłozgięciu macicy (co dotyczy 25% pań), przy którym głęboka penetracja jest bolesna, nieprzyjemna i niemile widziana. A zatem, stymulacja szyjki macicy nie wywołuje kobiecych orgazmów, a rytmiczne walenie w nią wielkim penisem prędzej sprawi partnerce ból i oczekiwaną satysfakcję. I z seksu nici.

Więc, jeśli w ogóle mamy się skupiać na rozmiarach penisów, to od długości ważniejsza jest grubość. Kobieca sfera orgazmiczna, jak już pisałam, obejmuje rejony „około łechtaczkowe” czyli między innymi wargi sromowe mniejsze i wejście do pochwy, a masywny penis podczas ruchów frykcyjnych stymuluje te obszary.

Bawcie się dobrze.
Ściskam udami
Wiktoria Morella

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Wiktoria Morella , Blogger