07 stycznia

Gra wstępna

Widzieliście kiedyś porno? 

Dorodne, pełne wigoru penisy po kolana, piękne i aromatyczne łyse cipki, niekończące się jęki przyjemności, wieczna erekcja, zawsze wilgotna wagina, hektolitry spermy, kaskady orgazmów i wybielony anus gratis. Każdy może i chce z każdym plus seks akrobacje, seks w szpagacie, dzikie orgie. I wszystko to, ot tak, na wyciagnięcie ręki. Prawdę mówię? Nie będzie niczym odkrywczym, że hiperrealne, pełne dynamiki przedstawienia mają się nijak do rzeczywistości. Kompulsywny, automatyczny seks, którego celem jest (męski) orgazm.
 

No właśnie, a co z grą wstępną i dlaczego w ogóle nawyzywana jest wstępną? Przecież „wstępna” oznacza, że to jest tylko dodatek do dania głównego – penetracji. Zdeprecjonowana zostaje jej wartość. Wszak wiadomo, penetracja jest męska, dominująca, a gra wstępna (o ile jest) nie jest obligatoryjna, tak jak i kobiecy orgazm. W życiu powinniśmy cenić jakość a nie ilość. Jednak, żeby seks sprawiał nam przyjemność musimy znać swoje ciało, swoje potrzeby, preferencje, tempo, częstotliwość, ulubione miejsca erogenne i komunikować (!) to partnerowi/partnerce. Stąd też ważna staje się masturbacja, zwłaszcza kobiet. To nauka własnego ciała przez praktykę: pobudzanie zmysłów, eksplorowanie stref rozkoszy. Łechtaczka to nie tylko mały guziczek, to cała kraina rozkoszy dająca możliwość przezywania wielokrotnego orgazmu. Seks to wzajemne dawanie rozkoszy. To nie tylko penetracja, ale też pocałunki, pieszczoty, spojrzenia. Celebrowanie siebie nawzajem. Czy to znaczy, że szybki numerek jest zły? Oczywiście, że nie. 
 
Miłego weekendu!
 
Ściskam udami
Wiktoria Morella

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Wiktoria Morella , Blogger