Karnawał


Panowie proszą panie! 

Zaraz zaczyna się karnawał! 

Nie ma co przynudzać. To czas zerwania z rutyną, poluzowania norm społecznych i konwenansów, taki wiecie „czas na opak”. Każdy równy każdemu, a niech stracę! i powiem, że to tak partnersko. Hulaj dusza, piekła nie ma! Dyskoteki, prywatki, śledziki, bale i romanse. Flirty i miłostki! Opa! I odbijamy! Panie proszą panów!

Tylko, że to byłoby zbyt proste. I mówię to ja, oczko w głowie internetowych podrywaczy. Nie sądzicie czasem, że postrzeganie kobiet, ale także i mężczyzn jest w naszej kulturze dychotomiczne? 



Albo, albo.

Albo zdzira albo cnotka. Albo zaliczasz wszystkie albo jesteś frajerem. Nic po środku. Pustynia. Cnotka to piękna i niedostępna seksualnie kobieta; jest dobra niczym anioł o czystym sercu, którego nie wolno zbrukać seksem, ani myślą grzeszną. Jej odpowiednikiem jest „frajer”, mało kasy, więc i powodzenia, jak nic wieśniak i nieudacznik, no i na pewno ma małego. Bo gdyby miał dużego, to byłby szastającym na lewo i prawo hajsem macho lowelasem, który za punkt honoru bierze zaliczenie wszystkich panien na parkiecie. Jego odbiciem lustrzanym jest zdzira, wiadomo, łatwa, lubi seks, zawsze chętna do połyku i spełniania tylko męskich pragnień; królowa namiętności skąpana w mlecznej powłoce rozkoszy, po której masz erekcję jeszcze tydzień po. Ale na żonę to się nie nadaje. Żona musi być dziewicą i dobrze lepić pierogi.

Pewnie ktoś krzyknie z tłumu: Jestem i lubię być zdzirą/cnotką. Wal się na ryj, Morella! (I to jest okej).

Czasem jednak presja rodziny, środowiska, grona znajomych, opinii społecznej (szczególnie w mniejszych miejscowościach gdzie nie jesteśmy zupełnie anonimowi „bo co inni powiedzą?”), wychowania, religii sprawia, że zachowujemy się niezgodnie z własnymi pragnieniami. Wcielamy się w kulturowo przypisane nam role i gramy.

Akt 1 „Seksualna pustelnica dusi w sobie erotyczne frustracje”; scena 2 „Wyzwolona kobieta serwuje kaskadę udawanych orgazmów”. Antrakt. Akt 2 „Seks-wariat z depresyjnym poczuciem zeszmacenia”; scena 3 „Zdeklarowany monogamista w burdelu”.

To są przerysowane, skrajne, powiedziałabym nawet, komercyjne i dość medialne wzorce strategii życiowych. Tylko, że te dotyczące nas samych „powinności” odgrywania pewnych ról są podawane w delikatnej, kremowej, łatwej do przełknięcia otoczce, półsłówkami, nie zawsze bezpośrednio. A poprzez cykliczność, monotonność ich przedstawień, stają się normą. Bezrefleksyjne. Niewidoczne. Często nieuświadomione.

Bo tak trzeba. Bo tak się nam wydaje, że inni właśnie tak żyją. Bo takie są społeczne oczekiwania. Bo tak zachowuje się „prawdziwa” kobieta, „prawdziwy” mężczyzna. Bo tak było zawsze. Bo tego wymaga „miłość”. Bo tak jest dobrze. Bo… wcale tak nie musi być.

Kurtyna.


Ściskam udami
Wiktoria Morella

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Lubrykanty

Palec w pupę to nie gej!