wszyscy jesteśmy cebulami


Ludzie są jak cebula. Czy to oznacza, że jak poleżę na słońcu to zrobię się brązowa i urosną mi włoski? Nie, ludzie mają warstwy. 



Podstawowym trzonem naszej seksualnej osobowości jest tożsamość płciowa (termin wprowadzony przez Janet Taylor Spence w 1984 r.) Czyli fakt w jaki sposób nasze ciało w wymiarze czysto fizycznym koresponduje  w naszym poczuciem kim jestem, z tym co w wymiarze kulturowym jawi się jako dana płeć, czyli ten straszny gender.  Żeby było obrazowo to zdradzę wam tajemnicę: biologicznie jestem kobietą, czyli mam waginę, piersi, mogę rodzić dzieci. I jeśli czuję się kobietą, czyli utożsamiam się z kulturowo i społecznie przypisanymi mi rolami, pozycją społeczną to można nawet powiedzieć, że jestem cisseksualna. Moje wyobrażenia o mojej kobiecości (jak powinnam wyglądać, co powinnam robić, jak się zachowywać) pokrywają się ze społeczną reprezentacją mojej płci biologicznej. Są powszechnie akceptowalne. No i nie ma gównoburzy. W ten sposób sama siebie umiejscawiam w danej grupie społecznej, rodzinie, czy szerzej społeczeństwie. 100 % pokrycie się mojej cielesności z kulturowym konstruktem stanowi silną tożsamość. Jednak w praktyce tak ścisłe pokrycie się biologicznych i społeczno-kulturowych konstruktów rzadko się zdarza, a zdecydowana większość z nas jest „pomiędzy”. Mogę samookreślać się jako kobieca kobieta, ale mogę na przykład negować idee prokreacji, czyli po prostu jestem tetrosceptyczką i nic mnie nie przekona, żeby mieć dziecko. Albo po prostu bardziej cenię sobie karierę niż opiekę ogniskiem domowym. Albo cenię sobie spokój i samorozwój. Cokolwiek. Ważne jest to, że nie wypełniam przypisanej mi kulturowo roli matki. I takie zachowanie jest normalne (!). Nadal jestem cispłciowa, bo moja biologiczność jest zgodna z moją ekspresją ciała. Natomiast jeśli czuję się biologicznie kobietą, ale kompletnie kwestionuję i nie utożsamiam się ze stereotypowo przypisanymi rolami lub dryfuję to jestem transgenderem.

Jak wiecie, skrajnym przypadkiem braku utożsamienia się z własną cielesnością i jej kulturowa reprezentacją mówimy w przypadku transseksualizmu, kiedy to czuję się kobietą i chce nią być, ale jestem „uwięziona” w męskim ciele. Kiedyś sądzono, że jeśli chłopca wychowa się na dziewczynkę będzie on dziewczynką. Dzisiaj wiadomo, że to nie prawda. 

Kolejną warstwą rzeczonej cebuli jest orientacja seksualna, czyli to kto nas pociąga seksualnie, o kim marzymy, o kim fantazjujemy podczas masturbacji. Tak jak biologicznej płci, z którą się rodziny nie możemy sobie wybrać, tak samo nie mamy wpływu na to kto (jaka płeć) nas podnieca. Jeśli możemy, to jesteśmy biseksualni. Mężczyźni są częściej zero-jedynkowi w tej kwestii, kobiety bardziej są „plastyczne”. Orientacji się nie wybiera. Ją się odkrywa. Więc mogę być cispłciową lesbijką. A że społeczeństwo jest heteronormatywne to od najmłodszych lat wbija nam się do głowy, że różowy i lalki, sprzątanie, gotowanie, uległość, bierność, emocjonalność, wrażliwość to domena kobiet, a niebieski, sprawy publiczne, polityczne, szeroko rozumiana aktywność, a także przemoc to męska cecha. No i tak z przyzwyczajenia powielamy te wzorce albo mamy postawę konformistyczną albo się z nimi zgadzamy albo nie wiemy, że można inaczej. A może dlatego, że wiem, iż za każde moje odstępstwo od normy dostanę od społeczeństwa po łapach, zostanę wykluczona.

Są jeszcze fantazje oraz tak zwane zaburzenia seksualne, czyli perwersje i dewiacje. Te jednak najtrudniej zdefiniować, nazwać. Bo fantazje są ulotne i póki zostają w głowie, kompletnie nieszkodliwe. Definicje perwersji i dewiacji też nie są stałe, zmieniają się w zależności od wartości dominujących w danej kulturze, stanu wiedzy, czyli szeroko mówiąc dominującego dyskursu ideologii.  W  XVIII wieku panowała ogólna akceptacja frywolności seksualnej, ars amandi, czerpania radości z seksu, a już w XIX wieku seks został zmedykalizowany, dominująca stała się moralność mieszczańska, pełna hipokryzji, pruderii, wciśnięta w gorset podwójnej moralności. Homoseksualizm to choroba, masturbacja grozi ślepotą, wymieniać dalej? Perwersje od dewiacji (parafilii) różnią się tym, że dewiacje się leczy (według współczesnych standardów wiedzy i moralności). Bo osoba cierpiąca na daną parafilię nie potrafi osiągać zaspokojenia seksualnego bez swoich ulubionych przedmiotów, gadżetów, aranżowanej sytuacji. Często „przymus” zaspokojenia seksualnego jest tak silny, że mimo świadomości społecznie zgubnych konsekwencji jednostka nie może oprzeć się pokusie. I zazwyzaj nie chce rezygnować z tego co ją podnieca, do momentu kiedy to ktoś nie zgłosi  danego procederu na policję, bo to robi jest karalne. Szczególnie jeśli chodzi o niedobrowolny wybór partnera (pedofilia, ocieractwo, czy mój ulubiony przykład: wysyłanie penisów w wiadomościach prywatnych). Perwersje są często odgrywane w zaciszu domowym lub za zgodą partnera, czasem są wstydliwe, ukrywane lub po prostu akceptowane. W końcu każdy z nas jest inny i byłoby strasznie nudno, gdybyśmy byli tacy sami.


I te wszystkie komponenty składają się na nasze seksualne „ja”, na to kim jesteśmy.

No, bo wszyscy jesteśmy cebulami.

Ściskam udami
Wiktoria Morella

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Lubrykanty

Palec w pupę to nie gej!