05 kwietnia

2 strona medalu

Każdy kij ma 2 końce.

 A ja ten koniec znów wsadzę w mrowisko. 

Ostatnio pisałam o niewidocznej, skrzętnie zamiatanej pod dywan seksualności osób niepełnosprawnych. O tym, że mimo, iż są dorośli traktowani są jak aseksualne dzieci, które nie wymagają edukacji w tym zakresie. A szkoda. 

Tylko, że jest jeszcze druga strona medalu, o której się milczy.
I, żeby nie być gołosłowną, opowiem wam pewną historię. 


Spotykałam się kiedyś z pewnym chłopakiem. Byliśmy w sobie zakochani, młodzi, całe życie przed nami. Jednak los bywa nieprzewidywalny. W wieku 26 lat mój ukochany przeszedł udar mózgu. Nie zostawiłam go. Kochałam. Wspierałam, pomagałam, rehabilitowałam. Śladami udaru pozostał lekki niedowład lewej nogi i bełkotliwa wymowa, jednak i tak wszyscy uważaliśmy, że miał mnóstwo szczęścia w tym nieszczęściu. Rozstaliśmy się rok później. Powód? Nadużycia finansowe z jego strony. 

I wtedy po raz pierwszy doświadczyłam społecznego ostracyzmu - wszyscy wspólni znajomi widzieli tylko jego niepełnosprawność. Z każdej strony padały hasła "Jak możesz go zostawiać po tym co przeszedł?!", "Jak tak można porzucać niepełnosprawnego partnera?!". Nikt nie widział w nim po prostu człowieka pełnego wad i zalet. Wszyscy widzieli w nim tylko ofiarę. Winna byłam ja, chociaż w tej relacji to on nadużył mojego zaufania! 


Kilka lat później znów związałam się z niepełnosprawnym mężczyzną – wypadek samochodowy i niedowład lewej części ciała, renta. Świetnie radził sobie z niepełnosprawnością, był bardzo aktywny fizycznie, a nasze życie seksualne układało się świetnie. Miał jednak niestety pewne wady: słabość do dopalaczy, i czasami ,mówiąc wprost, zachowywał się jak dupek. Kiedy się rozstaliśmy znowu powtórzyła się historia sprzed lat – „Jak możesz go zostawiać?!”, „Jak on sobie bez Ciebie poradzi?!”. 


I powiem Ci szczerze, że teraz omijam osoby z niepełnosprawnością ruchową szerokim łukiem. Doskonałe wiem, że niepełnosprawność nie przeszkadza mieć udane życie seksualne. Jednak nie mam ochoty kolejny raz być osądzaną jako bezduszna egoistka, jeśli związek się rozsypie. 




Bo problem tkwi w tym, że my jako społeczeństwo nie widzimy w osobie niepełnosprawnej człowieka. Człowieka pełnego zalet i wad, pełnego emocji, pasji i nałogów Takiego ja my, ci „pełnosprawni”. A w powyższym przypadku, także w pełni świadomego swojej decyzyjności, konsekwencji postępowania, odpowiedzialnego za swoje czyny. 

Bo traktujemy niepełnosprawnych jak jajko. Obchodzimy się z nimi nad wyraz delikatnie, żeby nie urazić, żeby nie było przykro, żebyś się nie martwił. A z drugiej strony jak śmierdzącego zbuka: udajemy, że ich nie widzimy, uciekamy wzrokiem, nie pytamy o zdanie. Wykluczamy. Stosujemy podwójne standardy traktując je jak normę. 

A przecież nam wszystkim należy się szacunek. 
Wszyscy jesteśmy ludźmi. 

Ściskam udami 

Wiktoria Morella

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Wiktoria Morella , Blogger