21 kwietnia

Śmigus czy Dyngus?



Wielkanoc, chociaż mniej komercyjna niż Boże Narodzenie, jest najważniejszym świętem Chrześcijan.
Zmartwychwstanie Pana to credo.

Chrześcijaństwo (w Polsce dominuje wydanie maryjne, z resztą podobnie jak w Hiszpanii) w trakcie wieków wchłaniało lokalne, czyli z perspektywy chrześcijan, pogańskie wierzenia. Można nawet rzec, że od zarania była to religia synkretyczna.

Więc po Wielkiej Niedzieli nadchodzi Lany Poniedziałek zwany śmigusem-dyngusem, który w chrześcijaństwie nabrał religijnych cech związanych z oczyszczającą symboliką wody.

Ale!


Jeśli wierzyć uczonym minionych epok Śmigus i Dyngus to dwa odrębne święta występujące na terenie środkowo-wschodniej Europy. A  racji tego, że w obrzędowości chłopskiej występowały tego samego dnia to z czasem połączyły się w jedno.  Śmigus w języku Jana Kochanowskiego oznacza i chłostać, i chlustać, co też chętnie czyniono, a Dyngus to takie wielkanocne kolędowanie, zbieranie datków w wydaniu męskim. Cukierek albo psikus. Ale inni uczeni mówią, że to nie prawda, bo „dyngus” to jednak oznacza chłostanie. Na dwoje babka wróżyła.

Tylko co z tego wynika?

Czy to Śmigus, czy to Dyngus (według podejmowanych prób interpretacyjnych) jest obrzędem celebrującym płodność: płodność ziemi, zwierząt, ale także naszą, ludzką. Wszak, jeśli wierzyć znawcom tematu na słowo, życie prostego chłopa było nie tylko silnie sprzęgnięte z cyklem agrarnym, lecz człowiek jawił się jako część szeroko rozumianej przyrody. Płodność oraz zdrowie, witalność, siła, urodzaj miały kluczowe znaczenie dla dalszej egzystencji całej społeczności. Więc smagano panny po łydkach witkami, batożkami, palemkami na zdrowie, chlustano je wodą na potęgę i na szczęście, a to z cebrzyka, a to pławiono w sadzawkach lub korytach. Woda lała się strumieniami! W końcu to symbol życia, odrodzenia, płodności, oczyszczenia, pobudzenia do życia. A śmiechom i piskom nie było końca.

I żadne #metoo nie wchodziło w grę.
Boć ta, która uchowała się sucha miała powód do smutku i wstydu: im panna więcej wodą polana, im więcej wychłostana witkami tym honor i duma większa, a zamążpójście rychliwe. Młodzian, który nie oblał żadnej panny również narażał się na dyshonor oraz niepomyślność losu. 

Mówcie co chcecie, ale polewanie wodą poza formą ludyczną i mocą magiczną miało aspekt czysto praktyczny: falujący biust uciekających panien, podciągnięta w biegu kiecka, brak majtek, sterczące sutki obleczone mokrą koszuliną i to wszystko w atmosferze (jak piszą) frywolnej, spontanicznej zabawy stanowiły silny afrodyzjak. A mówiąc brutalnie: wabik na męża.

Także tego, mokrego jajka życzę!

Wiktoria Morella




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Wiktoria Morella , Blogger