18 czerwca

PrzemocNieMaPłci



Zgodnie z raportem policyjnym 91,38% sprawców domowej przemocy to mężczyźni. Niektórzy twierdzą, że nawet 95%. 

Ale to nie prawda! 

Posługujemy się stereotypowymi wyobrażeniami na temat płci. Bo w naszej świadomości funkcjonuje bardzo głęboko zakorzeniony, fałszywy obraz „męskości” (sprawca) i „kobiecości” (ofiara). Ma to swoje odzwierciedlenie nie tylko w raportach i badaniach opinii publicznej dotyczącej tematyki przemocy domowej w związkach heteroseksualnych, ale i w policyjnych statystykach. A to z kolei wpływa na tworzenie programów pomocy ofiarom.  I koło się zamyka.

Bo mężczyzna postrzegany jest jako racjonalny, stanowczy, aktywny w sferze publicznej, twardo stąpający po ziemi. Jest ostoją, głową rodziny, osobą decyzyjną, to on rozdaje karty. Prawdziwy twardziel. No i zapewnia byt, czyli musi zarabiać kasę, szmal, siano. Najlepiej dużo. To stanowi o jego prestiżu, powodzeniu w życiu domowym, publicznym, seksualnym. Nie musi być ani ładny, ani przystojny, a tym bardziej mądry, empatyczny, wrażliwy, uczuciowy albo mieć poczucie humoru. Nonsens. Ważne, żeby miał dużo sałaty. I mięśni. Wtedy jest kimś. Musi być kimś! Nawet jeśli mu się to nie podoba, bo kulturowy przymus i społeczna presja dyszy mu nad uchem: musisz!
 Divide et impera, więc przyznanie się do przemocy domowej “kobieta mnie bije” jest niedorzeczne, tak samo jak publiczne przyznanie się do gwałtu. On, facet jurny, wiecznie napalony, co chwile myśli o seksie, ogląda się za „loszkami”, erekcję ma na pstryknięcie palcem, nie wspominając już o wielkim, dorodnym penisie kompulsywnie tryskającym życiodajnym ejakulatem. Nie, nie, gwałt to jakaś pomyłka, przecież mężczyzny nie można zgwałcić, przecież faceci o tym marzą, każdy by tak chciał. 

Wiadomo, mężczyzna to może walnąć pięścią, taka jego natura, może „był pijany” albo „miał zły dzień”, może „jej się należało”, przecież „musiał jakoś odreagować”. Nie to co kobiety, one są cnotliwe, delikatne, kruche, wiotkie i emocjonalne. Więc przemoc przez nie stosowana jest subtelniejsza, rzadko kiedy opiera się na sile, rzadziej bije, a częściej stosuje przemoc psychiczną (foch i „ciche dni” to też przemoc), kontroluje, dominuje poprzez limitowanie dostępu do dzieci, czy seksu. I pokrywa się z potocznie uznanym i akceptowanym, znaturalizowanym kulturowo przekonaniem: mężczyznę trzeba sobie wychować. Jak pieska, słodkiego szczeniaczka, hau hau, aport, siad, leżeć. Więc „wychowują” mężczyzn na modłę swoich marzeń, bo ja jestem taka uczuciowa i wrażliwa. A mężczyźni przecież nie mają uczuć, no to im wszystko jedno, nie? Seks będzie za dobre sprawowanie (za kolację w restauracji, pierścionek, nowe buty), ty impotencie, życiowy nieudaczniku, nic nie umiesz dobrze zrobić, nawet dzieckiem się źle zajmujesz, marne grosze zarabiasz, muszę cię utrzymywać i nawet orgazmu z tobą nie mam, masz się przestać kontaktować ze swoją matką, a spotkania z kolegami wybij sobie z głowy. 

Wstyd, upokorzenie. P*zda, pantoflarz, mięczak, a nie ofiara, prawda? Bo „prawdziwy” mężczyzna taką babę to by za drzw wywalił. Mówić o tym głośno? I tak ci nikt nie uwierzy, frajerze, puszczę z torbami. Prawo jest po mojej stronie.

Więc milczy. Nie ma go w statystykach. Tłamsi, dusi swoje emocje, kumuluje je, bo ich okazywanie jest niemęskie „ryczysz jak baba”, „beksalala”, „nie zachowuj się jak baba”. Umiera w ciszy.

Przemoc nie ma płci. 

Mężczyzna – ofiara to nadal temat tabu.
Ściskam udami
Wiktoria Morella

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Wiktoria Morella , Blogger