Lubrykanty

Czasem się tak zdarza, że wagina nie zawsze jest odpowiednio nawilżona przed zbliżeniem mimo tego, że jest podniecona, czasem nawet są już po orgazmie. 
Czy trzeba szukać winnych?
Czy to oznacza, że mam suchość pochwy? 
Nie, czasem tak po prostu jest (końcówka cyklu, stres, mało snu, okres po połogu, używanie tamponów) i ma się nad czym specjalnie rozwodzić. 
Nie jesteśmy szwajcarskimi zegarkami! 

Ale lubrykanty to nie tylko ochrona przed otarciami, są również pomocne w przypadku seksu analnego (odbyt sam z siebie się nie nawilża), do nawilżania zabawek i gadżetów erotycznych, do seksu oralnego, do męskiej masturbacji (poślizg na żołędzi jest, co tu dużo mówić, przyjemny), do masażu, czy szeroko pojętego urozmaicenia doznań. Podstawowym, naturalnym „nawilżaczem” jest ludzka ślina, jednak jak się domyślacie – nie zawsze skutecznym.


Jeśli nie masz jeszcze swojego ulubionego żelu intymnego poniżej przedstawiam mini przewodnik po lubrykantach, taki w formie kieszonkowej, by jadąc komunikacją miejską między przystankami przeczytać. 

Oto i one:

➡️ Wodne, czyli na bazie wody, jedne z bardziej powszechnych, są łatwo dostępne, stosunkowo tanie i nie powinny powodować alergii, są przyjazne dla ciała i prezerwatyw, nie zostawiają plam. Niektóre są dedykowane kobietom - czasem mogą być w postaci kremu i/lub z dopochwowymi aplikatorami, nawilżają śluzówkę pochwy, łagodzą ranki, pęknięcia o otarcia, mają odpowiednie pH, przyśpieszają regenerację pochwy po porodzie lub infekcjach.  Do kategorii wodnych lubrykantów  należą też żele intymne hipoalergiczne, czyli te które mają większy % wody w składzie, również działają łagodząco, mogą także zawierać substancje jak aloes, rumianek,  kwas mlekowy, itp. Jednak jeśli pochwa jest bardzo sucha to nawilżenie może nie być wystarczające.

➡️Silikonowe, dają bardzo dobre nawilżenie, są wydajne, ale lubrykant jest gęsty i trudniej go zmyć, dlatego też w szczególności polecany do seksu analnego (dobry poślizg, odbyt sam się nie nawilża) oraz do seksu w wodzie, do BDSM, zabawek erotycznych o większych gabarytach, fistingu (żele rozluźniające). Minusy: są droższe, mogą uczulać i nie nadają się do łączenia z silikonowymi gadżetami, bo mogą je uszkodzić.
Smakowe (wrzucam tu też zapachowe, bo często smakują i pachną jednocześnie), poza tym, że są atrakcyjne (smak i zapach), to mogą uczulać, zawierają cukier, no i ze względu na skład sprzyjają infekcjom intymnym. Szczególnie polecane do seksu oralnego bez względu na płeć genitalną, ale nie są produktem spożywczym, więc nie można się nim zajadać jak czekoladą.

➡️Stymulujące, mają kilka podkategorii: rozgrzewające i chłodzące (z substancją mentolową) polecane są do masażu i gry wstępnej, pobudzające, czyli zwiększające mikrokrążenie w skórze, ergo większy przypływ krwi = wzmacnia, przedłuża erekcję (ale nikt nie pisze o tym, że pochwa drętwieje i u kobiet doznania są mniejsze) oraz fundujące mrowienie, czy przyjemne? Kwestia gustu.

➡️Lubrykanty na bazie olejów, polecane są do masażu, uszkadzają prezerwatywy, nie są przeznaczone do użytku wewnętrznego, a jak już się dostaną to trudno je usunąć (często są gęste i lepkie). 

➡️Są też koszerne lubrykanty dla ortodoksyjnych Żydów, w wersji wege, bio, hybrydowe, stymulujące penisa lub łechtaczkę, przeznaczone stricte do zabawek erotycznych, w postaci żelu, kremu, masła, balsamu, sztucznej spermy, smaru.
Spotkałam się z lubrykantami ułatwiającymi zajście w ciążę (przyjazne plemnikom, ułatwiają przemieszczanie się), osobiście uważam, że to ściema – działanie ma takie samo jak wodny lubrykant.

Lubrykant nie zapobiega przenoszeniu chorób płciowych, ani nie ma działania antykoncepcyjnego (nawet jeśli na opakowaniu jest napisane, że spowalnia ruch plemników) i nie wszystkie lubrykanty można stosować razem z prezerwatywami.

A co jeśli zakupiony „nawilżacz” nie przypadnie nam do gustu? 
Nic straconego, zawsze można z niego zrobić maseczkę na włosów, użyć zamiast pianki do golenia nóg, wykorzystać jako balsam do ciała (to mowa o wodnych) lub zastosować do butów jako środek przeciw otarciom (także silikonowe i na bazie olejków).

 UWAGA! jeśli nie przewidujesz zabawy solo przed wyborem lubrykantu koniecznie skonsultuj się z partnerem/partnerką.

Ściskam udami
Wiktoria Morella

[Jan Vermeer van Delft, detal obrazu "U stręczycielki", ok. 1656, domniemany autoportret Vermeera; mężczyzna mówi: lubrykant jest fajnym gadżetem erotycznym]

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Palec w pupę to nie gej!