Piersi i włoski idą razem w parze

Moda na gładkość zobowiązuje. Golą się wszyscy wzdłuż i wszerz: pachy, nogi, bikini, plecy, torsy i pośladki, a nawet rowek w pupci (co boli jak diabli, ale czego się nie robi dla piękności własnej 😉). 

Włosy są nieestetyczne. Są zbędne. No chyba, że na głowie. Tam trzeba zwiększać ich objętość i puszystość.


A piersi często same w sobie są powodem kobiecych kompleksów. A to za małe, a to za duże, za mało jędrne, a to sutki nie takie, bo kolor zły albo wielkość brodawki sutkowej. A przecież każda kobieta ma inne piersi, mało tego obie piersi tej samej kobiety nie muszą być (i nie są!) identyczne. I ta różnorodność jest piękna, chociaż nie wiedzieć czemu wszyscy zachowują się tak jakby tylko jeden kształt i rozmiar był społecznie akceptowalny - jędrna, gładka i stercząca miseczka w rozmiarze "duże C". 

Jędrne i sterczące? Możliwe. W naszej patriarchalnej, zwanej tradycyjną, kulturze dominuje męskie spojrzenie na cielesność, a "jędrne" i "sterczące" symbolizuje młodość, witalność, płodność, zmysłowość, czyli piękno. 

Ale gładka? Niekoniecznie. 
Kilka, kilkanaście a nawet kilkadziesiąt włosków na każdej z piersi mieści się w granicach normy. Większość kobiet ma kilka ciemniejszych i dłuższych włosów w okolicy brodawek sutkowych. I to jest naturalne!

Ściskam udami 
Wiktoria Morella 

[Amedeo Modigliani, Nudo seduto, 1917; naga kobieta siedzi, okrywa łono i mowi: mam kilka pojedynczych włosków w okolicy brodawek skutkowych. I to jest normalne].

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Palec w pupę to nie gej!

oral exam