28 stycznia

Podróże kształcą.

Można sobie też coś kupić. Na przykład okulary na wyprzedaży. Albo ołówek z ananasem z oranżerii księcia Hermana Pücklera (von Muskau).


I powiem ci w tajemnicy, że cel podróży, choćby i geograficznie określony z precyzją kartografa, zawsze pozostaje zagadką. Wyruszamy w podróż pełni nadziei, ciekawości zmieszanej z lękiem. Miałam szczęście. Było mi tak dobrze, że nie chciałam wyjeżdżać. Ale sama/sam wiesz, że różnie to może być. Osiągnięcie celu bywa też rozczarowaniem. Gra nie była warta świeczki, powiesz.

Podróż to gonienie białego króliczka, to pogoń za marzeniami, za szczęściem, to poszukiwanie swojego miejsca na świecie, to podróż w głąb siebie, to czas (!) kiedy możemy zmierzyć ze sobą. Podróż często nadaje sens naszemu życiu. Dla mnie podróż to poczucie wolności.

Czy to ma coś wspólnego z seksem, zapytasz. A no, ma. Bo seks jest podróżą, czasem (!) poświęconym na dotarcie do miejsca destynacji. Czasem to samotna wędrówka, czasem powolny spacer we dwoje, a czasem zorganizowana wycieczka w większym towarzystwie. Jeśli we współczesnej kulturze instant spełnienie seksualne orgazmem zwane staje się "must be", obowiązkowym celem podróży, punktem do odhaczenia na liście zadań, to... wszystko to co dzieje się przed nim staje się tylko nic nie znaczącym środkiem.
A byłoby szkoda, prawda?
Przecież najbardziej twórcza, inspirująca i podniecająca jest obietnica spełnienia.

Ściskam udami
Wiktoria Morella

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Wiktoria Morella , Blogger