28 stycznia

Prostytucja małżeńska?

Ostatnio w rozmowie, której byłam świadkiem, padło stwierdzenie z ust 50-letniej, wierzącej kobiety z wykształceniem wyższym (chociaż, między bogami a prawdą, wykształcenie nie ma tu kompletnego znaczenia), że w małżeństwie nie ma czegoś takiego jak wykorzystanie seksualne, bo sama się na to zgodziła 🤦‍♀️ Podpisując małżeński cyrograf.

(stwierdzenie tej pani jest tak głupie, że brak mi cenzuralnych słów, żeby to skomentować w sposób dosadny)

Bo seks to obowiązek małżeński i nie ma się tu nad czym rozwodzić. I zawsze, według powyższej, absurdalnej (❗) logiki, to mąż ma większe potrzeby seksualne niż, podporządkowana jego potrzebom, aseksualna żona. Raz, dwa, trzy, nogi rozkładasz ty. To oczywiste. Nie może być inaczej. Gwałt małżeński? Nie istnieje. Bo jak się o czymś nie mówi to tego nie ma.
Seks ma także swoje ciemne, okrutne (❗) strony. Gwałt jest jednym z nich. To nie podlega dyskusji.

A mnie tu jednak zastanowiło coś innego. Czysto teoretycznie. Temat jest jest trudny, zawiły. Nie ma jednej, dobrej odpowiedzi.

Bo co jeśli żona godzi się na przedmiotowe traktowanie? W zamian za bezpieczeństwo finansowe, dach nad głową, za beztroskie życie w złotej klatce.


Wszak połączenie potocznego przekonania, że
a) kobieta leci na kasę
b) przemoc seksualna w małżeństwie nie istnieje
uprawomocnia, normalizuje, naturalizuje prostytucję małżeńską.

A ty na ile wyceniasz swoją bezcenną godność❓

Ściskam udami
Wiktoria Morella
___
[Gyula Tornai, Scena w haremie, ok 1900; kulturowe skrypty naturalizują prostytucję małżeńską. A ty na ile wyceniasz swoją bezcenną godność?]

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Wiktoria Morella , Blogger