10 lutego

#każdysięczasemmyli

Ostatnio uderzyła mnie jedna kwestia.
Nie, nie nagość, nie seks czy erotyzm.
To już nie te czasy gdy gołym sutkiem szuka się pustego poklasku gawiedzi. Nie, nie, dzisiaj nie o tym. Bo lans staje się być bardziej wysublimowany. Intelektualny. Wcielanie się w rolę intelektualistki/-ty jest szaleńczo modne. Wszak to stanowi o elitarności, prawda? O wyznaczaniu trendów.
A jak postawić granicę, kiedy inni uznają cię za "gupka" bądź też nie?
Och, sprawa rozbija się o słowa.
Im trudniejsze tym lepiej. Im ich więcej tym lepiej. Kiedy zwyczajny odbiorca musi użyć słownika wyrazów obcych i bliskoznacznych, aby zrozumieć przekaz to oznacza, że autor/-ka tychże mówi coś mądrego. Nie inaczej.
I wiesz na jakie słowo ostatnio zwróciłam uwagę? Prokrastynuję.
Jest szaleńczo modne. Chociaż pewnie niejedyne.
A zatem dzisiaj ludzie już nie odwlekają wszystkiego na ostatnią chwilę. Tylko prokrastynują. To oczywiste.


Słyszałam je z klawiatur bardzo wielu osób. Najczęściej użyte jako zapowiedź przed czymś ŁAŁ.
Teraz tak sobie od niechcenia prokrastynuję, ale uważaj, zaraz walne taką petardę swoich przemyśleń, że ci gacie spadną. Bez kitu.
Na próżno wołać, że wyznacznikiem tego, że dana osoba ma wiedzę w danej dziedzinie jest fakt, że potrafi zawiłe zagadnienie wyjaśnić w sposób jak najprostszy.

Nie jestem przeciwko używaniu słów trudnych, ależ nie! I nie o samą prokrastynację się rozchodzi. A niechże jej będzie. Na zdrowie. Li tylko, o nieuzasadnione poczucie wyższości użytkowników. Bo już nawet nie o prawidłowe ich użycie.


Ściskam udami
Wiktoria Morella



[Mary Stevenson Cassatt, W operze, 1878, kobieta w czerni przez lornetkę obserwuje scenę i pyta retorycznie: jak najlepiej zilustrować zadęcie?].

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Wiktoria Morella , Blogger