Menu
Kto pyta nie błądzi / Pod lupą

FATSHAMING I BODYPOSITIVE

motyle na liściach

I paradoksalne jest to, że my, ludzie otyli jesteśmy oceniani nieustannie, bardzo często podłożem naszej otyłości jest ocena i konieczność mierzenia się z nią i emocjami, które wywołuje. Żeby się z tej nieustannej i surowej oceny wyzwolić podejmujemy różne działania, żeby w końcu sprostać.

Otwarcie opowiadasz o swoim procesie, o swoim życiu jako o drodze ku zmianie, o walce z otyłością i o operacji bariatrycznej. To bardzo ważne co robisz, bo nie tylko pokazujesz ludziom, że zmiana jest możliwa, ale także łamiesz stereotypy. Jako osoba z „problemem z wagą” co możesz powiedzieć o zjawisku fatshamingu? Jakie ma oblicza? Jakie stereotypy, potoczne przekonania dotykają osób borykających się z otyłością, a które nijak mają się do rzeczywistości?

Magdalena Sadłowska: Dziękuję, że mówisz, że to ważne. Też tak czuję i już mówię dlaczego. Wszystko, co jest związane z operacjami bariatrycznymi, a wcześniej z otyłością i walce z nią, jest obarczone olbrzymim wstydem. Wstyd to jest lęk przed oceną. I paradoksalne jest to, że my, ludzie otyli jesteśmy oceniani nieustannie, bardzo często podłożem naszej otyłości jest ocena i konieczność mierzenia się z nią i emocjami, które wywołuje. Żeby się z tej nieustannej i surowej oceny wyzwolić podejmujemy różne działania, żeby w końcu sprostać. I nasze działania niestety również są torpedowane różnego rodzaju „dobrymi radami”, recenzowane,  krytykowane, oceniane. To rodzaj zaklętego kręgu. Jedynym sposobem, żeby poradzić sobie ze wstydem jest mówienie o nim i jego przyczynach głośno.

To jest jasne, że ludzie zwracają uwagę na wygląd. Nasze ciała to jedyne, co pokazujemy światu od razu. Natomiast świat mediów, a teraz social mediów, ilość tej uwagi skierowanej na wygląd spotęgował. Wydał wytyczne jak powinna wygląda „idealna kobieta” i „idealny mężczyzna”. Każdy, kto odstaje jest gorszy. Do ideału trzeba dążyć. Ten proces porównywania się jest tak okrutny, pochłania mnóstwo energii. Powoduje frustrację. A frustracja musi znaleźć swoje ujście. I tu zaczyna się pole do popisu fatshamingu.

Załóżmy, że jesteś zupełnie przeciętną dziewczyną, noszącą ciuchy 40-42. Klasyczna norma. Ale świat szeptem ci mówi, że jesteś plus size, bo „normalna” będziesz z 34-36. To, co możesz zrobić w tej sytuacji dysonansu to: 1. Olać ideały i uznać, że jesteś ok i żyć sobie spokojnie dalej dbając o zdrowie; 2. Zacząć się głodzić i katować, żeby doskoczyć do „ideału”. 3. Zacząć deprecjonować osoby grubsze od ciebie.

Wiele osób wybiera tę ostatnią drogę, bo jest najłatwiejsza, automatyczna. Zaczyna dostrzegać osoby grubsze, zwracać im uwagę, doradzać na temat diety, aktywności, ubioru. Doskonały sposób, żeby poczuć się lepiej. Zaczynają się komentarze, że gruby to leniwy, że jak nie umiesz zadbać o siebie, to jak zadbasz o swoją firmę, rodzinę, relacje… W skrajnych przypadkach gruby równa się brudny, śmierdzący. Nawet jeśli jesteś poprawny i uważasz się za sojusznika osób otyłych mówisz o nich eufemizmami – puszysty, smaczny, okrągły. Rzucasz często – ale ludzie otyli są za to sympatyczni.

Tyle, że prawda jest taka, że bardzo często osoby otyłe wykonują nadludzki wysiłek, żeby odwrócić uwagę od swojej choroby i nie epatować nią. Śmieją się głośno, są wodzirejami każdej imprezy, są miłe, pomocne, ciepłe, cierpliwe. Kobiety wykonują w łóżku ekwilibrystyki z pełnym zaangażowaniem zapominając o swoich potrzebach. Wszystko to, by odwrócić uwagę od swoich rozmiarów i kształtów.

Ten ostatni zawsze bolał mnie najbardziej. Często słyszałam: ja w ogóle nie widzę twojej wagi – jesteś taka fajna, taka zabawna. Tyle, że prawda jest taka, że bardzo często osoby otyłe wykonują nadludzki wysiłek, żeby odwrócić uwagę od swojej choroby i nie epatować nią. Śmieją się głośno, są wodzirejami każdej imprezy, są miłe, pomocne, ciepłe, cierpliwe. Kobiety wykonują w łóżku ekwilibrystyki z pełnym zaangażowaniem (nie wiem jak otyli mężczyźni – może też), zapominając o swoich potrzebach. Wszystko to, by odwrócić uwagę od swoich rozmiarów i kształtów. Oraz od emocji z nimi związanych. Słyszy się później, że grube laski są w seksie super, bo muszą na ten seks zasłużyć. Na tę uwagę zasłużyć. Na ten „komplement”.

Szczerze – wolałam, kiedy ktoś stwierdzał fakt – jesteś otyła. Niż w zawoalowany sposób dawał mi do zrozumienia, że jestem gorsza, inna, nie dość, że powinnam się starać bardziej i to jest ok. Że skoro „doprowadziłam się” do tego stanu – to musi mnie spotkać ta oczywista konsekwencja.

O obrazie osób otyłych w popkulturze nawet nie chcę zaczynać, bo musiałybyśmy napisać książkę… i byłaby to bardzo smutna pozycja.

Ostatnio bardzo modne jest określenie „bodypositive”, chociaż w potocznym rozumieniu jest one dość często utożsamiane z akceptacją otyłości na zasadzie „jestem gruba i dobrze mi z tym, więc jestem ciałopozytywna”. Wiele osób odczytuje, nadinterpretuje to hasło jako akceptację lenistwa. Jak ty rozumiesz ten nurt ?

MS: Temat bodypozytywności to jest dopiero torpeda 😊. Na moim Instagramie wywołałam niemal wojnę światową w tym temacie. Generalnie mam w głowie taki dekalog bodypoztywności. I liczę się z tym, że nie każdemu się on spodoba. I bardzo dobrze. Ma się nie podobać. Ma uwierać. Zatem jedziemy 😊:

1. Ciało jest dobre i mądre. Łączy nas ze światem, z naszymi dziećmi, mężczyznami, przyjaciółmi, z naszym samochodem, perfumami i ramenem. Ciało wie. Dusza jest ekskluzywna, ciało jest społeczne.

2. Ciało pokazujemy światu i ono podlega ocenie. Czy nam się to podoba, czy nie. Ciało naraża nas na łatki i wyzwala schematy.

3. Każdemu ciału należy się miłość i szacunek. Kształt naszego ciała, kolor, ilość kończyn, łuki, krzywizny dostajemy. Czasem jest to dar, czasem możliwość, czasem przekleństwo. To, czym jest – zależy od nas. Nick Vujcic, czy Anna Drabarz (wybitna prawniczka, działająca na rzecz osób niepełnosprawnych) nie zostaliby tak potężnymi osobowościami, gdyby nie ich ciało. Nie pomimo – a dzięki ciału. Może byliby jeszcze więksi, a może nie. Może by im się nie chciało.

4. Drwienie z ciała jest słabizną, obnaża karłowatość duszy i umysłu drwiącego. Jest prymitywne. Pokazuje lęk, nad którym nie starczyło zasobów, by się pochylić.

Bodypozytywność pozwoliła mi zrozumieć, że nie mogę używać i nadużywać swojego ciała, by złagodzić rozterki duszy. Dopiero zrozumienie, że nie jestem osobną duszą, a ciało nie jest moim więzieniem, ani moim niewolnikiem pozwoliło mi zacząć żyć w pełni.

5. Nadmierne koncentrowanie się na cechach ciała też nie jest ok. Czasem tylko naraża na śmieszność, czasem na zdziwienie lub niezrozumienie, a czasem prowadzi do tragedii (rasizm, fatshaming, dysmorfofobia).

6. Olewanie potrzeb ciała również do najmądrzejszych nie należy – brak snu, odpoczynku, niedożywienie, przeżeranie się, Zalewanie się colą, alko, dragi – to tak jakbyś dostał/a chateau po francuskiej babce w spadku i w ramach „robię, bo mogę” zrobił/a kupę na marmurowej podłodze sali balowej i oddawał/a mocz na mahoniowe unikalne parkiety. Bo możesz, bo twoje. I to prawda. Twoje. Nie zmienia to faktu, że to idiotyczne.

7. Ciało wymaga troski i dbania. Pozytywnej energii, jakiekolwiek jest. Jeśli jest chore, trzeba je leczyć, rehabilitować, walczyć o nie. Bo pewnie, że możesz być chory. I możesz olewać leczenie. O ile to nie krzywdzi, albo nie naraża innych – taki np. twój zawał nigdy nie jest tylko twój. Jest twojej rodziny, twojego pracodawcy, oraz i owszem podatników. Jak cię złapie za kierownicą jest też rodziny tych ludzi, których zabijesz na drodze.

8. Dla mnie bodypozytywność to rozumienie i działanie wg wszystkich powyższych punktów. Nie tańce wokół ogniska w kiecce rozmiaru 52. I nie zawłaszczanie tej postawy, by stworzyć wymówkę dla zastosowania powyższych punktów w swoim życiu. Bodypozytywność dotyczy każdego ciała. Nie tylko otyłego, do którego stara się ją przylepić. Ze względów marketingowych też, bo plus size to jednak coraz większy rynek.

9. Byłam i jestem otyła (zawsze będę), ale bodypozytywność pozwoliła mi zrozumieć, że nie mogę używać i nadużywać swojego ciała, by złagodzić rozterki duszy. Dopiero zrozumienie, że nie jestem osobną duszą, a ciało nie jest moim więzieniem, ani moim niewolnikiem pozwoliło mi zacząć żyć w pełni. I nie, nie przemawia przeze mnie gorliwość neofity. Przemawia przeze mnie doświadczenie, wiedza i długotrwała praca nad przekonaniami, które mnie niszczyły.

10. Na koniec – zanim wypowiesz się o jakimkolwiek ciele, w tym swoim własnym – najpierw zastanów się nad intencją. Dlaczego tak mówisz? Albo to robisz? Komuś, sobie.. dlaczego? Jakie są prawdziwe powody tego, co myślisz lub robisz z ciałem – jej, jego, Twoim. Ile jest w tym poprawności politycznej, ile mechanizmów obronnych, a ile prawdziwej pozytywnej troski…

Jakie masz rady dla osób, które walczą o siebie, o swoje zdrowie? Od czego zacząć? Co robić, żeby starania o zdrowe ciało nie zakończyły się efektem jojo lub słomianym zapałem?

MS: Jeśli już walczą i uznały, że jest to w trosce o zdrowie, to jest sukces i wielkie brawa. Zazwyczaj zaczyna się od prób sprostania wymogom wyglądu. To też jest w sumie ok, ale może się z tym wiązać pułapka wstydu i pętli ocen, o której mówiłam na początku. Zatem pierwszą rzeczą jest przyjrzeć się sobie. Dlaczego podejmuję wysiłek związany z moim ciałem? O co mi chodzi? Co mi przeszkadza i jaki stan po zmianie byłby dla mnie zadowalający. Potem zastanowiłabym się czy mam wystarczające zasoby, żeby sobie z tym poradzić – wiedzę, czas, siłę woli, ogląd swoich emocji, determinację, i pewnie tez pieniądze (jeśli w grę wchodzi jakaś siłownia np.). Zazwyczaj niestety nie mamy wszystkiego – bo wtedy pewnie nie bylibyśmy otyli. Poszukałabym sojuszników w kwestiach, w których widzę swój własny brak. U mnie np. był to na początku trener personalny. Wstawałam codziennie o 6 rano i ćwiczyłam pod jego okiem prze 2,5 h przez 2 lata (wolne miałam tylko w niedzielę). Oczywiście wytrenowałam mięsnie i wytrzymałość. Ale otyłości się nie pozbyłam. Bo problemem były emocje, a nie mięśnie. Więc dopiero praca z psychodietetykiem otworzyła mi oczy o co naprawdę chodzi z moją otyłością i dała mi narzędzia przygotowujące do operacji bariatrycznej i radzenia sobie po niej. Więc szukaj przyczyny swojej otyłości i pracuj z nią – choć to na pewno najtrudniejszy kawałek. Sprzymierzeńcem może być ktoś bliski, albo specjalista, najlepiej oboje.

Kluczowe jednak jest nie tracić z oczu tego wyobrażonego stanu po zmianie. Nie w sensie liczby kilogramów czy rozmiaru. Tylko całej fantazji jak będę się czuć, co będę mogła/mógł zrobić, jak będę funkcjonować jako osoba zdrowa. To bardzo krzepiąca i motywująca wizja.

Następną radą jest podarowanie sobie czasu i wyrozumiałości, czułości, bo niestety „pokochaj siebie” w przypadku osób otyłych nie działa tak automatycznie. Możesz popełniać błędy w swoje drodze i to jest ok. Możesz wybierać różne metody oprócz tych, które doprowadzają do tragedii (tasiemce, dragi, wywoływanie wymiotów, wariackie diety z internetów albo z magla itp.). Jeśli twoja otyłość zagraża twojemu zdrowiu i trzeba działać szybko – operacja bariatryczna tez jest ok, to żadne pójście na łatwiznę i żaden wstyd. Ostatnio – zdecydowanie za późno – odkryłam cały system różnego rodzaju terapii opartych na pracy z ciałem. Łączą nam one mózg z ciałem i powodują, że przestajemy żyć tylko w głowie. To połączenie umysłu i ciała bardzo często jest przerwane u osób otyłych, a bez niego zdrowie będzie trudniejsze do osiągnięcia. Zatem polecam poszukanie czegoś wspierającego ten nierozerwalny związek. Może to być 5 Rytmów, Somatic Experiencing, TRE, lub cokolwiek, co wyzwoli nasze ciała spod jarzma stereotypów, przekonań, traum, krzywd.

Kluczowe jednak jest nie tracić z oczu tego wyobrażonego stanu po zmianie. Nie w sensie liczby kilogramów czy rozmiaru. Tylko całej fantazji jak będę się czuć, co będę mogła/mógł zrobić, jak będę funkcjonować jako osoba zdrowa. To bardzo krzepiąca i motywująca wizja. Tym, którzy do niej dążą, albo jej bardzo chcą wysyłam mnóstwo dobrej energii, dużo mocy i ciepłego przekonania, że to jest możliwe i jeśli nie nastąpi jutro, czy pojutrze, to też jest ok.

Magdaleno, serdecznie dziękuję Ci za to, że chciałaś podzieliłaś się własnymi doświadczeniami, przemyśleniami. Za to, że mówisz głośno o otyłości, o fatshamingu, o tym jak trudno udźwignąć bagaż wstydu, i o tym, że rozpoczęcie procesu zmiany jest zawsze możliwe.

Moją gościnią była Magdalena Sadłowska – trenerka, szkoleniowiec; towarzyszy ludziom i firmom w zmianie.

O autorce

Doktorka kulturoznawstwa, przez 11 lat związana z antropologią kultury. Specjalizuje się w antropologii seksualności i ciała, dyskursach kultury współczesnej oraz popularnej.

Jeszcze nikt nie skomentował

    Zostaw komentarz