Menu
Kto pyta nie błądzi / Pod lupą

„CZARNA SERIA TINDERA” A STRAJK KOBIET

Jak widać trwająca wojna rozgrywa się na skali makro czyli na poziomie polityki i reżimowych zapędów rządu oraz na skali mikro, w której walczymy o wolność i prawo każdego z Nas do stanowienia o sobie. Wierz mi Wiktoria – ostatnie na co mam ochotę w grudniowe popołudnia to snuć się po ulicach krzycząc i drżąc z zimna. Ale robię to. I będę to robić. Bo taką podjęłam decyzję.

Swoją przygodę z mediami społecznościowymi jako Lejdi Zgaga rozpoczęłaś od tinderowych opowieści. Masz na swoim koncie także kilka podcastów o relacjach damsko-męskich. W potocznym przekonaniu, szczególnie osób, które nie korzystają z tej aplikacji, służy ona do poznawania ludzi „na seks”. Potwierdzasz? Zaprzeczasz? Jakie są Twoje doświadczenia? Czy można na Tinderze znaleźć miłość swojego życia?

Zacznę może od tego, że moją przygodę z mediami społecznościowymi zaczęłam od spontanicznego założenia FanPage’a na FB na którym dzieliłam się zabawnymi anegdotkami z życia, autorskimi, wybitnie czerstwymi sucharami i failami.

Potem pojawił się blog www.lejdizgaga.pl na którym opisywałam historie nieudanych randek w tzw. Czarnej Serii Tindera. Z czasem zaczęłam pisać na tematy bardziej poważne, psychologiczne, relacyjne – przeplatając artykuły rozmowami z ciekawymi osobami (Wywiad z Ginekologiem, Vocą Ilnicką czy z Escort Girl).

Na końcu pojawił się Instagram i Spotify i właśnie te platformy stały się moimi ulubionymi kanałami przekazu. Społeczność FB jest jednak największa i na dziś gromadzę tam ponad 10 000 cudownych, błyskotliwych i otwartych fanów.

Odpowiadając teraz na pytania o Tindera zaczną od tego, że faktycznie aplikacja na początku powstała z intencją poznawania ludzi na szybki seks. Tak po prostu było i stąd wzięło się przekonanie o jakim mówisz. Lata jednak mijały, aplikacja zdobywała coraz więcej użytkowników i dziś jej pierwotne przeznaczenia bardzo się zmieniło.

Polskich użytkowników Tindera podzieliłabym na osoby szukające:

●  szybkiego seksu (tu: ONS – One Night Stand, Netflix&Chill),

●  relacji przyjacielskiej – uwzględniającej seks (tu: FwB – Friends with Benefits),

●  relacji romantycznej – związku, miłości, potencjalnie ślubu

●  zwyczajnej znajomości, przyjaźni – bez konkretnie zdefiniowanego celu matrymonialnego

Tu, ciekawą podgrupą są osoby stawiające na kontakt online i rozmowy wirtualne. Ci userzy nie są absolutnie zainteresowani spotkaniami na żywo. Część z nich ma ochotę na wirtualny seks, część chce tylko porozmawiać, ale nie ma tutaj perspektywy przeniesienia znajomości do świata 3d.

Jest też grupa zbierające trofea, tzw. pokemony i tutaj mam na myśli osoby kolekcjonujące pary (tzw. matche).

Co ważne – w 2018 roku w Polsce z Tindera korzystało ok 175 000 osób, we wrześniu 2020 ta liczba wzrosła do 730 000 użytkowników i są to w większości mieszkańcy dużych miast. Przy takiej liczbie osób Tinder reprezentuje zachowania i potrzeby jakie mamy globalnie w społeczeństwie i nadawanie mu łatki “aplikacji na szybki seks” jest dużym błędem.

Polskich użytkowników Tindera podzieliłabym na osoby szukające:

●  szybkiego seksu (tu: ONS – One Night Stand, Netflix&Chill),

●  relacji przyjacielskiej – uwzględniającej seks (tu: FwB – Friends with Benefits),

●  relacji romantycznej – związku, miłości, potencjalnie ślubu

●  zwyczajnej znajomości, przyjaźni – bez konkretnie zdefiniowanego celu matrymonialnego

Moje osobiste doświadczenia są takie, że ok 60-70% osób ma intencje około-seksualne, pozostałe 30-40% szuka przyjaźni, relacji, miłości i związku.

Przy odrobinie wprawy w “swipe’owaniu” – czyli przeglądaniu potencjalnych par można nauczyć się umiejętnie odczytywać intencje drugiej osoby i uniknąć rozczarowania. Przykładowo mężczyzna bez opisu, pokazujący zdjęcie BMW, albo fotki w bokserkach pod którymi odznacza się penis w stanie erekcji raczej nie szuka żony, a dziewczyna wydymająca usta i wypinająca pośladki prawdopodobnie również ma intencje erotyczne.

Wszystko jest kwestią “czytania profili ze zrozumieniem”. Jeśli prezentacja danej osoby skupia się na zdjęciach i cielesności – to znaczy, że tam leży jej obszar zainteresowania i główny cel działania na Tinderze.

Z kolei profil pokazujący czyjeś hobby, pasje i uśmiech, wzbogacony ciekawym opisem – pokazuje, że dana osoba zainwestowała czas na pokazanie siebie i swojej osobowości, a zatem prawdopodobnie również szuka na Tinderze człowieka, a nie samej obudowy.

Nie ukrywasz, że do niedawna byłaś singielką. I chociaż określenie „stara panna” jest już rzadko spotykane, to negatywna ocena „singielki po 30” jest nadal powszechna. Nawet w dużych miastach, które z zasady są bardziej otwarte na różnorodność, pojawia się ocena przez pryzmat tradycyjnej moralności i wartości: kobieta = dom + dzieci. Często miałaś i czy w ogóle miałaś do czynienia z taką stereotypowa oceną, stygmatyzacją? Jak sobie radzić z komentarzami, których nie chcemy słyszeć, z komentarzami, które mają zawstydzić, chociaż wstydzić się powinna osoba, która z butami włazi w nasze życie?

Lejdi Zgaga: Wypraszam sobie – nadal jestem singielką! 😉 Choć… okej, pojawił się w moim życiu ktoś wyjątkowy, ale ta relacja jest jeszcze na bardzo wczesnym etapie. Także zobaczymy.

Przyznam, że ciężko mi będzie odpowiedzieć na to pytanie, bo nie spotykam się z taką stygmatyzacją. Mam wokół fajnych, zdrowych mentalnie ludzi, którzy mają swoje życia i w czasie wolnym nie zajmują się “klejeniem etykietek”.
Moja mama to mądra babka i nie słyszę od niej żadnych aluzji związanych z małżeństwem czy dziećmi. Opinia taty – skrajnego prawicowca i homofoba mnie nie dotyka. Jego zdanie jest… jego.

Jeśli ktoś powie “Ania – jesteś starą panną i coś musi być z Tobą nie tak skoro jesteś sama” i Ania się tym zasmuci – to znaczy, że Ania sama siebie odrzuca w roli singielki. To znaczy, że sama nie daje sobie do tego prawa i czuje, że POWINNA być inna. Jest jej głupio, czuje się oceniona być może ma poczucie, że nie spełnia jakiś norm, jest “nienormalna”.

Ponadto bardzo świadomie korzystam z social mediów – zarządzam swoim feedem i nie widzę w nim osób i treści komunikujących stygmatyzujące przekazy. Zawsze mnie zaskakuje jak mało osób korzysta z funkcji “przestań obserwować”, albo “odsubskrybuj”. To co widzimy, to co czytamy tworzy nasz świat i warto swoją social mediową przestrzeń systematycznie pielęgnować i czyścić.

Od ponad 4 lat nie oglądam telewizji, a oddanie telewizora była jedną z lepszych decyzji w moim życiu. Te programujące nas przekazy lecące “w tle” robią nam w głowach spustoszenie. Reklamy, durne dialogi, sztucznie wywoływane emocje, czarno-białe oceniające przekazy… dramat.

W zakresie komentarzy – warto zwrócić uwagę, że nasza emocjonalna reakcja na czyjeś słowa mówi o nas samych. Wskazuje jakiś deficyt, problem.

Jeśli ktoś powie “Ania – jesteś starą panną i coś musi być z Tobą nie tak skoro jesteś sama” i Ania się tym zasmuci – to znaczy, że Ania sama siebie odrzuca w roli singielki. To znaczy, że sama nie daje sobie do tego prawa i czuje, że POWINNA być inna. Jest jej głupio, czuje się oceniona być może ma poczucie, że nie spełnia jakiś norm, jest “nienormalna”.
Bo taki program jej wgrano.

A przecież ocena i łatka “starej panny” to tylko jakieś przekonanie, jakieś słowa. Ktoś tak mówi, bo w jego świecie nauczono go, że bycie singielką po 30-tce to wstyd i oznaka porażki.
A w Twoim świecie może być inaczej. Systemy przekonań to niesamowicie ciekawa sprawa, zwłaszcza, że przekonania nie są żadną obiektywną “prawdą” – to tylko nasze myśli na jakiś temat.

Wierzę, że słowa innych osób stanowią werbalne urzeczywistnienie świata wewnętrznego tychże osób i tylko od nas zależy jaką wagę nadamy tym słowom i naszym własnym myślom na ich temat.

Zmiana fundamentalnych przekonań na temat siebie i świata jest możliwa, jednak nie jest prosta i na pewno nie jest szybka. Czasem potrzebne jest wsparcie np. terapeuty. Jednak mając zbudowaną samoświadomość i wewnętrzne poczucie własnego JA – komentarze innych po prostu… sobie są. Ktoś coś powiedział i tyle.

Dodam, że słucham uwag bliskich osób – jednak zawsze staram się być uważna na poziomy przekonań i próbuję je zawsze na bieżąco wyłapywać. Tak u innych – jak i u siebie.

Kiedy słyszę lub czytam komentarze typu: “stara panna”, “egoistka bez dzieci” – to włącza się mój przekonanioradar, a wtedy po prostu te słowa puszczam. Nie przywiązuję się do nich. Pozwalam im odejść.
Bo te oceny to tylko przejaw systemu wartości i przekonań innego człowieka.
To mnie nie dotyczy.

Kobiety wyszły na ulice, protestujemy, walczymy o swoją podmiotowość. Czy w tych protestach chodzi tylko o zmianę zapisu w ustawie dot. aborcji? O co toczy się ta wojna.

Lejdi Zgaga: Kiedy zadałaś to pytanie to uśmiechnęłam się w duchu, bo ostatnio nagrałam na ten temat osobny podcast “Tu nie chodzi o aborcję”. Także tytuł już sporo zdradza na temat mojej opinii o trwających strajkach.

W mojej ocenie zaostrzenie przepisów antyaborcyjnych było kroplą goryczy, która przelała czarę złości, żalu i wkurwienia. To była iskra zapalna, po której nastąpiła zbiorowa, społeczna erupcja.

Trwająca wojna dotyczy wg mnie czegoś większego niż sama aborcja. Dotyczy prawa do wolności i życia wg własnych wartości i zasad.

Obecna władza nieustannie wprowadza kolejne ograniczenia i narzuca nam swój pomysł na życie. Ja nie mam zgody na zmiany jakie zachodzą w edukacji, obrzydza mnie zakłamana ramówka TVP i czuję bunt na myśl o wzmacnianiu przywilejów kościoła. Do tego czuję wstyd, gdy widzę jak jesteśmy reprezentowani na arenie międzynarodowej i jest mi przykro na myśl o (świetnie opisanym przez Owsiaka) Stanie Wojennym polskiej kultury i sztuki.
Niestety dokładnie w taki sposób, we współczesnych krajach rodzi się dyktatura. Narasta miarowo, sukcesywnie, zmierzając krok po kroku w stronę obalenia demokracji.

Obecna władza nieustannie wprowadza kolejne ograniczenia i narzuca nam swój pomysł na życie. Ja nie mam zgody na zmiany jakie zachodzą w edukacji, obrzydza mnie zakłamana ramówka TVP i czuję bunt na myśl o wzmacnianiu przywilejów kościoła. Do tego czuję wstyd, gdy widzę jak jesteśmy reprezentowani na arenie międzynarodowej i jest mi przykro na myśl o (świetnie opisanym przez Owsiaka) Stanie Wojennym polskiej kultury i sztuki.

Cenzura, kontrola i kaczy reżim majaczą na horyzoncie i to wcale nie jest science fiction niczym „Rok 1984” Orwell’a. To się dzieje wokół nas. A skoro władza zagląda nam już dosłownie do majtek to ja mówię DOŚĆ i idę na ulice!

Jesteśmy ograniczani i uciszani. Jest nam siłowo wtłaczana czyjaś wizja życia – czyjaś definicja dobra i zła. A ja mam własne sumienie i własny rozum i chciałabym z nich korzystać podejmując WŁASNE decyzje.
Jakim prawem niziołek z kotem ma decydować o moim macierzyństwie? To absurd!

Chcę żyć w kraju w którym sama decyduję o sobie. Jak śpiewała Nosowska w jednej z moich ulubionych piosenek pt. Anioł – “Jedyny podmiot zdarzeń – JA”.

Jestem podmiotem mojego świata, a nie milczącym przedmiotem w rękach rządzących.

Jak widać trwająca wojna rozgrywa się na skali makro czyli na poziomie polityki i reżimowych zapędów rządu oraz na skali mikro, w której walczymy o wolność i prawo każdego z Nas do stanowienia o sobie.

Wierz mi Wiktoria – ostatnie na co mam ochotę w grudniowe popołudnia to snuć się po ulicach krzycząc i drżąc z zimna. Ale robię to. I będę to robić.

Bo taką podjęłam decyzję.

Dziękuję za rozmowę i dziękuję Co za to, że wychodzisz, protestujesz, maszerujesz. Bo to niesamowicie ważne, żeby każdy człowiek stanowił sam o sobie.

Moją gościnią była Gosia Galińska czyli Lejdi Zgaga, wrocławska blogerka, instagramerka, twórczyni podcastów, aktywistka, influencerka.

O autorce

Doktorka kulturoznawstwa, przez 11 lat związana z antropologią kultury. Specjalizuje się w antropologii seksualności i ciała, dyskursach kultury współczesnej oraz popularnej.

Jeszcze nikt nie skomentował

    Zostaw komentarz