Menu
Kto pyta nie błądzi / Pod lupą / wywiady

DLACZEGO NIE MAM ORGAZMU?

Każda z nas jest inna i czego innego może w danej chwili potrzebować. Solo, czy z partnerem, spróbujmy wyjść poza utarte ścieżki, podchodźmy do siebie na świeżo jakby to był pierwszy raz, z ciekawością dziecka.

Orgazm – dużo się o nim mówi, pisze, a jednak wciąż mało jest wiedzy na ten temat. Więc pytam was dziewczyny, ekspertki od ciała i przyjemności: skąd bierze się orgazm?

Agnieszka: Orgazm to temat rzeka, szczególnie ten kobiecy. Napisano na ten temat sporo książek i zrobiono mnóstwo badań, jednak między wiedzą na temat orgazmu, a cieszeniem się jego dobrodziejstwami czasami istnieje przepaść. I dlatego jest to taki gorący temat. Każdy chce odnaleźć złoty przełącznik, który da nam otwarty dostęp do tego doświadczenia. Na biologicznym poziomie orgazm jest reakcją fizjologiczną, odruchem nerwów, który zostaje wyzwolony, kiedy przekraczamy pewien stopień pobudzenia. Więc niby odpowiednia stymulacja powinna zawsze do niego prowadzić, a przecież nie zawsze tak jest. Z drugiej strony osoby, które cierpią z powodu uszkodzeń nerwów, są na przykład sparaliżowane od pasa w dół są zdolne doświadczać orgazmów. Bo orgazm zadziewa się przede wszystkim w mózgu.

Orgazm fizjologiczny polega na rozładowaniu napięcia seksualnego poprzez szybkie skurcze macicy i pochwy w przypadku kobiet oraz prostaty u mężczyzn. Towarzyszą temu uczucia przyjemności i ulgi. Może, choć nie musi pojawiać się ejakulacja, zarówno w przypadku mężczyzn, jak i kobiet, choć tą kobiecą wielu naukowców i ginekologów jeszcze ignoruje. O męskiej ejakulacji myśli się, jak o sprzężonej z orgazmem, chociaż coraz głośniej słychać głosy, które przyznają rację kulturom wschodu, które oba zjawiska oddzielają. Mężczyźni po prostu stali się mistrzami świata w synchronizowaniu orgazmu i ejakulacji i najczęściej ich orgazm następuje dosłownie na chwilę przed odruchem ejakulacji.

Wszyscy słyszeliśmy o tym, że orgazm może być łechtaczkowy lub waginalny i o przewadze tego drugiego jako niby bardziej dojrzałego. Ta teoria do tej pory jest przyczyną zmartwień kobiet i przysparza im dużo pytań o własną wartość jako kochanki. Tymczasem możemy mieć mnóstwo różnych orgazmów, w zależności od tego gdzie występują. U kobiet najbardziej znane to orgazmy łechtaczkowe, pochwowe, z punktu G, sutkowe, analne, wargowe, uszne czy jakie kto chce, bo każde miejsce w ciele może okazać się orgazmizczne, a orgazm może też objąć uwaga – całe ciało! Możemy orgazmować nawet we śnie! Mamy niesamowity orgazmiczny potencjał! Mało tego, możemy mieć orgazmy energetyczne, które nawet nie wymagają  stymulacji. Sama pamiętam taki epizod, gdy z partnerem dzieliło nas ponad 1000 km. Spotykaliśmy się codziennie przez telefon lub skype. Nie było w tym nagości, żadnej stymulacji, gry na role, nawet niewiele mówiliśmy. Była za to uważność, poczucie połączenia, oddech, uwalniał się głos i płynęła energia. Każdy wieczór kończył się obopólnym orgazmem całego ciała, takim jakby ciało było wykochiwane fizycznie. Jak i dlaczego to było możliwe, to fascynująca zagadka. Jako astrolog zwalam to na podwójnego nelsona między Wenus a Lilith w naszych horoskopach. 😀

Wracając jednak do pytania, co z tym orgazmem? Jak i dlaczego czasem jest a czasem go nie ma? Czy można się go nauczyć? Czy jesteśmy wybrakowane jeśli go nie mamy?

Statystycznie jedna piąta kobiet nie przeżyła nigdy orgazmu i sporo nie przeżyło go nigdy z partnerem, choć orgazmują w czasie samomiłości. Więc choć orgazm jest reakcją fizjologiczną, to wpływa na niego wiele innych czynników. Plus im bardziej chcemy go mieć, lub ktoś chce żebyśmy go miały, tym szanse na to są mniejsze, bo stres podstawia nogę przyjemności.

Większość orgazmów to orgazmy mieszane. Dostępny jest nam także orgazm mentalny, który całkowicie zadziewa poprzez puszczenie wodzy wyobraźni, a jednak oddziałuje na ciało.

Zacznijmy od tego, że nie jesteśmy wybrakowane, choć gdy frustracja narasta, łatwo nam w to uwierzyć. Zbyt napięte mięśnie dna miednicy, traumy, nadużycia, przekroczone granice, dotyk, którego nie chcemy, wczesno dziecięcy trening czystości, wizyty u ginekologa bez uwagi i szacunku, to wszystko może stanowić mikro urazy, które nagromadzone dają efekt odcięcia od ciała, od waginy. Jeśli dodamy do tego szkodliwe przekonania na temat seksualności i kobiecego ciała, obarczanie winą i wstydem, wmawianie grzechu, zranienia emocjonalne, nadmierny stres to widzimy, ile warstw zbroi nakłada się na naturalną zdolność ciała do przeżywania orgazmu. Dlatego tak ważne jest poczucie bezpieczeństwa w sytuacji intymnej, oraz wyrażanie  jasnej zgody. Idealnie gdy ta zgoda płynie jednocześnie z ciała, z serca i z głowy.

Przyjrzyjmy się jeszcze ścieżkom orgazmu. Orgazm łechtaczkowy biegnie głównie drogą nerwu sromowego, który zarządza dużą częścią mięśni wokół łechtaczki i wejścia do pochwy, mięśniami Kegla, a także okolicą analną. Stąd skurcze, które występują przy szczytowaniu obejmują wszystkie te obszary, a stymulacja analna może dać równie silny lub nawet silniejszy efekt jak stymulacja łechtaczki. Ten orgazm jest intensywny i zbliżony do męskiego orgazmu ze stymulacji penisa. Jest szybszy i łatwiejszy do osiągnięcia. Jeśli jednak skupimy się na samej żołędzi łechtaczki (lub penisa) i zewnętrznej części sromu to może dojść do szybkiego przestymulowania i nadwrażliwości. Wschodnie nauki tao przestrzegają, że tego typu stymulacja skupiona głównie na  łechtaczce i wejściu do pochwy zbyt silnie stymuluje strefy refleksyjne nerek i pęcherza (genitalia tak jak stopa, dłoń ucho mają strefy refleksyjne odpowiadające różnym organom ciała) i może prowadzić do podrażnienia i zapaleń tych narządów. Przypuszcza się, że silne skurcze które występują w momencie szczytowania mają na celu odprowadzenie nagromadzonej krwi z erekcyjnych tkanek.

Orgazm waginalny jest połączony z większą stymulacją wiązek splotu nerwu podbrzusznego dolnego, który również unerwia trzon łechtaczki, ale przede wszystkim głębiej położone struktury w miednicy, takie jak pęcherz moczowy, macicę i najgłębiej położone mięśnie pochwy. Jasne, że przy penetracji pośrednio doznają stymulacji wewnętrzne struktury łechtaczki i to dzięki nim nasza świątynia miłości nabrzmiewa, staje się gorąca i zwiększa swoją wrażliwość. Stymulacja nerwu podbrzusznego uwrażliwia jednak organy położone głębiej i niektórzy badacze temu przypisują poczucie, że orgazm waginalny jest głębszy. Nie jest też linearny jak orgazm łechtaczkowy, gdzie po nabudowaniu napięcia następuje szczytowe doświadczenie i rozładowanie, a potem spadek energii. Orgazm waginalny potrafi być bardziej falowy, albo ciągły, promieniuje na całą okolicę i łatwiej obejmuje całe ciało. Z badań wynika, że osiągnąć go trudniej, może dlatego że wymaga dłuższego przygotowania i dłuższej stymulacji. Jego korzyści, są jednak niezaprzeczalne.

Podczas wystarczającej i właściwej stymulacji (niektórzy mówią że potrzeba co najmniej 45 minut by rozbudzić joni do jej pełnego potencjału) wydziela się ponad 10 różnych substancji psychoaktywnych i hormonów w naszym mózgu. One nie tylko regenerują i odmładzają nasz organizm, dają uczucie przyjemności, ale również potrafią zmienić nasz stan świadomości, wywołać wizje, obudzić w nas poczucie jedności z partnerem, a czasem nawet rozpuścić poczucie naszej fizyczności i pozwalając nam doznać kosmicznego błogostanu, który trudno ująć w jakiekolwiek słowa. I to takie doświadczenia nazwać można małą śmiercią. Co ciekawe z badań wynika, że takie doświadczenie rozświetla mózg w ten sam sposób co ekstaza duchowa. Znajdujemy więc naukowe potwierdzenie, tego że seks może być duchowym doświadczeniem.

To jest szczególnie prawdziwe dla orgazmów związanych z szyjką macicy, która poza nerwem podbrzusznym i miednicznym wg. najnowszych badań ma niezależną ścieżkę orgazmiczną dzięki nerwowi błędnemu. Tutaj też według tantry w kobiecym ciele zaczyna się kanał centralny, który jak nerw błędny biegnie przez całe ciało dotykając najważniejszych ośrodków energetycznych i odpowiednio organów. I to właśnie orgazmom z szyjki macicy przypisuje się duchowe i kosmiczne właściwości. Przy czym te orgazmy pochodzą mniej z nabudowania napięcia, a bardziej z uważności, delikatnej stymulacji i kompletnego poddania się. Tutaj mniej znaczy więcej. Warto dodać, że z taoistycznego punktu widzenia, taka głęboka i pełna penetracja stymuluje wszystkie strefy releksyjne w pochwie i odżywia i pobudza wszystkie organy i choćby z tego względu jest pełniejszym doświadczeniem.

Większość orgazmów to orgazmy mieszane. Dostępny jest nam także orgazm mentalny, który całkowicie zadziewa poprzez puszczenie wodzy wyobraźni, a jednak oddziałuje na ciało. Pamiętajmy że również orgazm energetyczny i orgazm całego ciała, mogą lecz nie muszą wiązać się z jakąś określoną stymulacją genitalną.

Siła i wrażenie jakie orgazm na nas wywiera może różnić się w zależności od partnera, od fazy cyklu, w jakiej jesteśmy, od dnia, jakości relacji, emocji w jakich weszłyśmy w intymność, etc. To dotyczy zarówno kobiet jak i dla mężczyzn.

Gdy intymność, seks, przeżywanie orgazmu przysparza nam zmartwień, gdy nie czujemy lub czujemy zbyt rzadko tą fantastyczną, wibrującą soczystość, wtedy myślimy, że seks jest przereklamowany. Przyczyn trudności może być całe mnóstwo i należy do nich podchodzić indywidualnie. Warto wziąć pod uwagę ciało i możliwe zmiany chorobowe lub hormonalne. Jednak większość przeszkód to przeszkody emocjonalno-mentalne i brak wypracowania neuronalnych ścieżek dla przyjemności.

Dobra informacja jest taka, że orgazmu się można nauczyć. Najłatwiej nauczyć się orgazmu łechtaczkowego. Część kobiet przez przypadek odkrywa go w dzieciństwie i tak samo w dorosłości możemy się bawić różnym dotykiem i rodzajem stymulacji wokół łechtaczki, cewki moczowej i wejścia do pochwy. Jeśli chodzi o orgazm pochwowy, to wymaga on rozwinięcia uważności w odczuwaniu wnętrza swojej pochwy i zauważania w niej fizjologicznych zmian, a tym samym rozwinięcia połączeń nerwowych umożliwiających przeżycie orgazmu.

Zachęcamy do zabawy i radosnych eksploracji, z uważnością, czułością i bez planu na wynik. Każda z nas jest inna i czego innego może w danej chwili potrzebować. Solo, czy z partnerem, spróbujmy wyjść poza utarte ścieżki, podchodźmy do siebie na świeżo jakby to był pierwszy raz, z ciekawością dziecka. Spróbujmy uruchomić oddech, pozwolić sobie na aktywację gardła i dźwięk bo one potęgują przyjemność.

Nie słuchając swojego ciała, nie znając swoich własnych czułych punktów, guzików, które dają nam rozkosz wymagamy często od partnera, by on wiedział. Cudownie, jeśli zdarzy nam się pożądanie, które przerodzi się w podniecenie i piękny seks zakończony super orgazmem.

Media przedstawiają orgazm jako taki  seksualny „must be”, jako prawo do rozkoszy każdej kobiety. I dobrze, bo kobieca rozkosz była i jest pomijana. Jednak z drugiej strony rodzi się presja. A brak orgazmu bywa powodem do kompleksów i życiowych dramatów. Wiele kobiet pisze do mnie wprost: nie mam orgazmu, nie wiem jak go osiągnąć i nie wiem dlaczego go nie ma. Często kobiety udają orgazm, żeby nie wyjść przed partnerem/partnerką na „wybrakowaną”. A to tylko oddala je od orgazmu. Dlaczego orgazm się nie pojawia?

Kasia: Jeśli szukamy przyczyn braku orgazmu zawsze pytamy, czy kobieta zna swoje ciało, jego potrzeby, pragnienia i często okazuje się, że dziewczyny nie znają ciała, nie słyszą, co im komunikuje. Nie jesteśmy uczone przyglądać się sobie, podążać za ciałem. Nie dajemy mu przestrzeni na odpoczynek, na relaks, nie dajemy czasu na krwawienie. To ciągła walka o sylwetkę, o wydajność w pracy, o to, by nie odpaść z rynku, by się podobać, by nie zawieść czyichś oczekiwań. Nie możemy dać po sobie poznać, że jesteśmy słabsze, gdy krwawimy i potrzebujemy czegoś innego niż sztywny mundurek i postawa na baczność. Tabletka, zaciśnięte zęby i do przodu. Jak dołożymy do tego wstyd ciała, jego fizjologii, wyglądu, niechęć do samej siebie i wieczne pretensje, robi się naprawdę grubo. Jak przychodzi seks, to powielamy ten schemat, że ciało powinno działać. Jak nie działa, to zamiast posłuchać tego, co ono ma do powiedzenia, to my winko, lubrykancik, napinka i… nic z tego nie wychodzi.

A ciało jest bardzo mądre. Somatyzuje nam infekcjami, grzybicami, zapaleniem pęcherza nasze przekraczane granice. Godzimy się na seks, bo tak trzeba, bo on nalega, bo czujemy napięcie seksualne i akurat był pod ręką ktoś, kto jednak nie zapytał o nasze granice, o potrzeby, o to, co nam sprawia przyjemność. Ciało, które jest „używane” nie będzie ochoczo poddawać się pieszczotom i rozpływać w ekstazie. Ono potrzebuje być usłyszane, muszą być zaspokojone jego podstawowe potrzeby. Jedną z takich potrzeb jest poczucie bezpieczeństwa. Jak odpuścić kontrolę, i się rozluźnić (co jest niezbędne do osiągnięcia orgazmu), gdy nie czujemy się bezpiecznie? Gdy cały czas nasz układ nerwowy jest postawiony w stan alertu? Są kobiety, które mają umiejętność orgazmowania w każdych warunkach, ale naprawdę gro kobiet zgłaszających brak orgazmu nie ma zaspokojonej podstawowej potrzeby bezpieczeństwa w sytuacjach intymnych. Nikt, albo rzadko kto chce słuchać o kobiecych potrzebach, ale my też nie umiemy ich często komunikować bojąc się bycia ocenioną.

Nie słuchając swojego ciała, nie znając swoich własnych czułych punktów, guzików, które dają nam rozkosz wymagamy często od partnera, by on wiedział. Cudownie, jeśli zdarzy nam się pożądanie, które przerodzi się w podniecenie i piękny seks zakończony super orgazmem. Sycylijski piorun, który porywa i zagarnia dwoje kochanków nie jest mitem, ale nie jest też normą. Zrzucamy odpowiedzialność za naszą przyjemność i orgazm na partnera. To on powinien wiedzieć jak, gdzie i kiedy lubimy być pieszczone. A często po prostu nie wie, bo i skąd? Każda kobieta jest przecież inna. Dobrze jest wziąć odpowiedzialność za własną rozkosz. Dobrze jest też, nauczyć się po nią sięgać. Nauczyć się swojego ciała, swojej własnej intymności, fizjologii, dołożyć do tego wiedzę, jak płynie energia, co robi z naszym ciałem oddech, dołożyć szczyptę czułości do samej siebie i… praktykować. Znam kobiety, które po 40 odkryły orgazm, nauczyły się siebie samej, a potem pokazały partnerowi jak zrobić, by razem przeżywać ekstazę.

Męski orgazm jest dużo łatwiejszy w obsłudze. Jest tak jakby „na wierzchu”, choć i mężczyźni  mogą opanować orgazmowanie inaczej, głębiej, rozdzielić ejakulację od orgazmu, po to, by zasilać swój organizm, zamiast wytracać energię. Kobieca rozkosz jest dużo bardziej skomplikowana, dużo więcej rzeczy musi się zadziać po drodze, by orgazm się pojawił.

Jesteśmy zestresowane. Jak pytam kobietę, która nie przeżywa orgazmów, jak wygląda jej dzień, to okazuje się, że pracuje od piątej rano, do późnej nocy, dając czas i energię rodzinie, dzieciom, pracodawcy, ogarnia dom, robi zakupy, lekcje z dzieciakami, brzuchy z Chodakowską, itp. Jest świetną fit matką, pracownicą, córką i jeszcze chce być kochanką, tylko nie ma kiedy pobyć ze sobą. Nie ma czasu odpocząć. Nie ma czasu na relaks, na zregenerowanie układu nerwowego, poczucie świata, życia. Bo relaks oznacza wypad do knajpy, pogaduchy z koleżankami lub wino i Netlfix na kanapie. Poprzeczka jest ustawiona nieosiągalnie wysoko. A intymność lubi spokój, ciszę, powolność. Gdzie ma się zapalić ogień, gdzie przepłynąć rzeka pożądania, jeśli jest non stop działanie i znieczulenie?

Widzę tę presję na orgazm. Sama jej ulegałam. Pamiętam, jak wielką frustracją była ta niemoc. Niby wszystko działa, seks jest, miłość jest, a orgazmu nie ma. Im większa frustracja, tym większa złość, tym większe oczekiwania i płynące stąd rozczarowanie. Do łez doprowadzało mnie stwierdzenia, by odpuścić sobie orgazm i cieszyć się samym aktem. Dzisiaj widzę w tym mądrość i już wiem, o co chodzi w tym cieszeniu się bliskością, przepływem, ale najpierw musiałam się nauczyć siebie, wrócić do początku, do swojego dzieciństwa, nastolęctwa, pierwszych seksualnych doświadczeń i po prostu nauczyć się swojego orgazmu. Mówienie więc kobietom, które zamiast wielkiego O przeżywają w sypialni wielkie F (od frustracji) jest trochę na wyrost. To wszystko zadzieje się samo wtedy, gdy ciało będzie umiało się rozluźniać, będzie umiało przyjmować przyjemność, będzie otwarte i chętne i słyszane. Wtedy nastąpi zdjęcie presji z samego aktu i zdjęcie odpowiedzialności z mężczyzny, „dostarczyciela rozkoszy”.

Kolejnym wielkim pożeraczem rozkoszy jest nasze ogólne przebodźcowanie. Wszyscy mamy za dużo, za głośno, za mocno. Tak samo wygląda intymność w naszych sypialniach. Wydaje się, że seks powinien być ostry, szybki, gwałtowny a tymczasem w tym hałasie gubimy odczuwanie przyjemności, pozwolenie sobie na bezbronność, odkrycie się, zatrzymanie, ciszę, oddech. A gdy w sypialni zamiast bycia nagim i bezbronnym ubieramy zbroję i kolce, by nie zostać zranioną, to miękkość zostaje ukryta i zamiast ekstazy mamy walkę. Zgubiliśmy erotyzm zastępując go pornografią.

Jeszcze innym aspektem tego, że się nie pojawia wielkie O, jest to, że wchodzimy do sypialni ze wszystkimi emocjami, takimi, które powstały w ciągu dnia, ale też takimi, które w nas narosły wokół tego braku. Z żalem, napięciem, frustracją, ukrytą złością, smutkiem.  I kochamy się nie tylko z partnerem, ale też z nimi wszystkimi w komplecie. No i jest tłok w tym łóżku, a orgazm choć czasem owszem lubi takie ekstremalne przeżycia to częściej lubi mieć wolną i szeroką drogę, by wybrzmieć w całej okazałości. I tak, czasem gniew widziany jako ogień, żar jest paliwem do orgazmu ale żal i frustracja już podstawiają mu nogi.

Do kompletu dorzućmy jeszcze zabawę. Przestańmy seks traktować tak bardzo poważnie. Czyż nie są zabawne dwa (lub więcej) nagie ciała baraszkujące pod kołdrą? Te wszystkie śmieszne odgłosy, pluskania, zapachy? Radość, śmiech, luz zamiast spiętej dupy, wykonania planu, rozliczania każdemu po równo, lub licytacji ja tobie, to ty mi.

Jesteśmy wielkimi orędowniczkami ścieżki przyjemności, rozumianej jako droga do miękkości, czułości, rozbrojenia, pozbycia się pancerzy, stanięcia w bezbronności po to, by poczuć miłość do siebie. Przez przyjemność do miłości. Czy to nie cudowna droga? I tak, odpuśćmy sobie orgazm jako cel zbliżenia. Co nie znaczy, że mamy sobie w ogóle odpuścić orgazm. On przyjdzie, gdy w ciele będzie luz, otwartość, ciekawość, brak lub choćby obniżony poziom kontroli. Natomiast nie przestawajmy uczenia się siebie, poznawania swoich guzików rozkoszy, eksplorowania różnych zakamarków ciała, umysłu i duszy. Rozwijajmy swoją erotyczną inteligencję, opiekujmy się emocjami, rozpuszczajmy krzywdzące nas przekonania i zastępujmy je takimi, które nas wspierają i budują.

 Ścieżka do wielkiego O:

1 Słuchaj i rozpoznawaj sygnały płynące z ciała

2 Zadbaj o przestrzeń dla siebie i swoje poczucie bezpieczeństwa w relacji

3 Praktykuj relację z samą sobą w czułości, miłości i zrozumieniu, w płynięciu zamiast dążeniu do celu

4 Poszerzaj swoje naczynie na przyjemność dostarczając mu codziennie nowych wrażeń robiąc sobie przynajmniej kwadrans przyjemności codziennie

5 Eksploruj seksualność i cielesność z ciekawością dziecka i świadomością dorosłego

6 Ucz się jasno stawiać granice i tak samo komunikuj swoje potrzeby

7 Bądź dla siebie dobra

8 Zaproś śmiech i radość i poczucie humoru do sypialni

Jasno określone granice i wysłuchane potrzeby są bazą, na której można budować pełną zaangażowania intymną relację.

Bardzo ważna jest komunikacja między partnerami/partnerkami. Ale także komunikacja z własnym ciałem. Co rozumiecie po przez używane przez was pojęcie „komunikacja intymna”

Agnieszka: Komunikacja to kluczowy temat. Ja nazwałabym ją komunikacją z miejsca intymności. To jest z miejsca szczerości wobec siebie i partnera/ partnerki, z miejsca swojej własnej prawdy w danym momencie, i z miejsca życzliwości wobec siebie.

Zbyt często nie komunikujemy naszych potrzeb i granic, o czym już wspomniałyśmy, albo nie jesteśmy konsekwentne w ich utrzymaniu. Jeśli chodzi o seksualność, to temat, który dużo bardziej dotyczy kobiet niż mężczyzn. Czasami w ciszy godzimy się na coś, co nie do końca nam pasuje i pozwalamy na dotyk czy zachowania, których w głębi nie chcemy, lub które nas ranią. Dlaczego? Najczęściej dlatego że się boimy. Boimy się kogoś zranić, więc ranimy siebie. Boimy się odrzucenia, więc odrzucamy potrzeby naszego ciała. Boimy się opuszczenia, więc opuszczamy siebie. Boimy się zdrady, ośmieszenia, posądzenia o pruderyjność lub rozwiązłość, więc pozwalamy by nasze ciało się raczej zamknęło i uciekło z miejsca rozkoszy do stanu walki lub ucieczki, albo zupełnie przestało czuć.

Tymczasem rozmowa jest podstawą. Jasna werbalna komunikacja, o tym czego pragniemy, i o tym na co nie mamy zgody. Ludzie się boją, że to odbierze romantyczność sytuacji intymnej, ale z doświadczenia wynika, że jest wręcz przeciwnie. Jasno określone granice i wysłuchane potrzeby są bazą, na której można budować pełną zaangażowania intymną relację. Trudność oczywiście polega na tym, że do komunikacji potrzeba co najmniej dwóch osób gotowych słuchać i czuć, gotowych do negocjacji jeśli nasze potrzeby się bardzo różnią, gotowych respektować granice i uszanować wolę i potrzebę tej drugiej osoby. A tak nie zawsze jest bo jesteśmy zamknięci w naszych zbrojach reakcyjności i chronimy ich, jak twierdzy. To powoduje frustrację, gniew albo zamknięcie i rezygnację. Dlatego czasem łatwiej jest puścić kontrolę z obcą osobą, z którą nie dzielimy historii do odkręcania, i na której opinii i uczuciach nam nie zależy, wobec której nie mamy oczekiwań i nie żywimy urazy.

A przecież istnieją cudowne narzędzia, takie jak koło zgody, NVC, albo komunikacja typowa dla kręgów, którą partnerzy mogą wykorzystać by zobaczyć, co nawzajem czują, otworzyć się, usłyszeć, oraz poprosić o to co jest im potrzebne i dowiedzieć się gdzie leżą granice partnera czy partnerki. Może się okazać, że to otwiera przestrzeń bezpieczeństwa i przygody jednocześnie.

Czasami granice mogą być przesuwalne i można z nimi eksperymentować i bawić się.  Jednak, co do zasady, jeśli w danej relacji, lub w ogóle w życiu masz tendencje do pozwalania, by były one przekraczane i pozwalasz na dotyk lub zachowania, które są ci niemiłe, jeśli tego nie komunikujesz, to dla ciebie żelazną zasadą jest na początku, stanięcie w obronie swoich granic. Nie ma co eksplorować, należy zadbać o ich uszanowanie. Eksperymentować może ktoś, kto jest świadomy swoich granic i potrafi je jasno i wyraźnie wyrażać i konsekwentnie o nie dbać. Warto pamiętać, że swoje granice sprawdzamy ze sobą każdorazowo. To znaczy że co z jednym partnerem jest ok, z kimś innym może takie nie być, co dzisiaj jest w twoich granicach, jutro może się w nich nie mieścić. Nawet jeśli się na coś zgodziliśmy, ale czujemy, że to się zmieniło, to zanim ciało nam zacznie sztywnieć warto to zakomunikować.

Komunikacja intymna dotyczy również nas samych. Szczególnie dla kobiet ważna jest taka praktyka, w której będąc w samomiłości mogą sprawdzać, czy ich dotyk jest w danej chwili dla nich ok. Czy ich ciało mówi tak dotykowi okolic intymnych, penetracji palcem czy jakimś przedmiotem, czy pozwala wejść głębiej? Najlepiej wtedy się zatrzymać, poruszać małymi krokami, nasłuchiwać z cierpliwością i życzliwością wobec siebie, czuć co ciało do nas mówi. I jeśli nie ma zgody to należy to uszanować. W ten sposób uczymy się też jak rozpoznać kiedy ciało mówi tak lub nie, co przydaje się kiedy jesteśmy z drugą osobą w sytuacji intymnej. Jeśli nie szanujemy lub nie znamy swoich własnych granic ze sobą, najczęściej nie będziemy umiały ich wyrazić wobec innych.

Dziękuję Wam za rozmowę i zaangażowanie z jakim wyjaśniacie najtrudniejsze zakamarki orgazmicznej strony nas samych.

Moją gościniami były:

Katarzyna Kucharska – ambasadorka przyjemności, śmiechu, tańca, dotyku, ciszy. Energia, subtelność, spokój, uważność, bliskość to jakości jej życia. Jest wielbicielką kultury kręgów, tantryczką, instruktorką jogi śmiechu, absolwentką  treningu prowadzenia kobiecych kręgów Sex, Peace & Love, Karo Akabal, podyplomowych studiów psychologii w biznesie oraz Studium Seksualnego Terapeuty Ciała i behawioralnej terapii antystresowej. W trakcie dwuletniej szkoły oddechu Prana Visions. Trzyma przestrzeń kręgów kobiecych i mieszanych. Przeszło 20 lat w związku budowanym każdego dnia, mama dwóch córek.

Agnieszka Ledwoń – dotyka ciała serca i duszy.  Coachka relacji i intymności. Zajmuje się rozbrajaniem ciała, przywracaniem czucia i radości życia, wspiera procesy reintegracji utraconych części siebie i przez to poczucia pełni i całkowitości. Przewodniczka przez sny metodą transpersonalnej pracy ze snami. Astrolożka. Fotografka i poetka, kocha piękno i procesy transformacji w każdym aspekcie życia. Orędowniczka miłości, przyjemności, przywracania mocy oraz naturalnego stanu harmonii i jedności. Prowadzi transformacyjne retreaty w Polsce i za granicą.

Więcej informacji na stronie Akademii Przyjemności oraz na Facebooku i Instagramie

O autorce

Doktorka kulturoznawstwa, przez 11 lat związana z antropologią kultury. Specjalizuje się w antropologii seksualności i ciała, dyskursach kultury współczesnej oraz popularnej.

Jeszcze nikt nie skomentował

    Zostaw komentarz