Menu

Nie jesteś wybrakowana. Nie zrobiłaś niczego złego. Jesteś silna, jesteś odważna i zawsze pozostaje nadzieja. 

Ashley Williams

Czasem się tak po prostu się zdarza, że upragniona i długo wyczekiwana ciąża jest poprzedzona długim, dłuższym niż byśmy się spodziewały, okresem rozczarowań, frustracji i łez. Mija miesiąc, drugi, trzeci, kolejne. Pojawia się ból, poczucie winy, czasem poczucie „wybrakowania”, „bycia gorszą”. Frustracja, presja i brak zrozumienia otoczenia oraz reklamy ze słodkimi bobasami nie polepszają sytuacji. Targają nami silne emocje. Wiem, bo o pierwsze dziecko też staraliśmy się dość długo. To po prostu trudny, obciążający psychikę czas oczekiwania. Jak sobie radzić z emocjami? W jaki sposób można sobie pomóc?

Monika Szadkowska: Tak, czekanie na upragnioną ciążę, która nie pojawia się tak szybko jak byśmy chciały to ogromne rozczarowanie. Wiąże się, tak jak zauważyłaś, jak pamiętasz z własnych doświadczeń, z poczuciem winy, frustracją, złością. To także poczucie wyobcowania ze społeczeństwa czy rodzinnych relacji, bo przecież „wszyscy” mają dzieci albo przynajmniej „powinni” je już mieć.

Kiedy co miesiąc przeżywam huśtawkę od rodzącej się nadziei na nowy cykl, poprzez czas czekania na możliwość zrobienia testu ciążowego, żeby w końcu znowu zobaczyć tylko jedną kreskę – to jestem w stanie ciągłego stresu. I czekając na dziecko, co miesiąc przeżywam żal po stracie kolejnej nadziei.

Ponieważ potrzeba posiadania dzieci, przekazania dalej życia w sztafecie pokoleń jest mocno wpisana w nasze przekonania, to fakt, że nie mogę zajść w ciążę i spełnić pragnienia bycia matką jest bardzo obciążające. Przecież to normalne, że kobiety zachodzą w ciążę i rodzą dzieci.  Tak się dzieje od milionów lat. Co w tym takiego trudnego, że mi się to nie udaje?

Takie myślenie jest bardzo częste u kobiet starających się o dziecko.

Ale do tego dochodzi jeszcze jedno – muszę być silna i wytrwać. Muszę sama dać sobie radę ze smutkiem, bólem, złością, bezradnością…

Kobiety nie szukają pomocy i wsparcia. Uważają, że muszą być ze swoimi emocjami same. I że nikt ich nie rozumie.

Poczucie samotności jest zrozumiałe, ponieważ faktycznie w otoczeniu osób, które nie doświadczyły niepłodności, nie są  rozumiane. Znajomi, przyjaciele, a nawet rodzina nie są w stanie zrozumieć świata doznań i głębi trudnych emocji towarzyszących staraniom.

I tak kobiety marzące o dziecku zamykają się w sobie, doświadczając ogromnego niezrozumienia i lęku o przyszłość.

To jednak nie jest dobry wybór.

Trudne emocje i narastający, nieustannie towarzyszący życiu codziennemu stres odbija się na zdrowiu psychofizycznym, na relacjach z bliskimi ludźmi, na zaniedbywaniu dróg rozwoju zawodowego czy choćby swoich pasji.

A naprawdę można zadbać o siebie i swoje emocje. Nauczyć się nad nimi panować, redukować napięcia, rozluźniać napięte mięśnie i wpływać na sposób myślenia tak, żeby pomóc sobie i swoim staraniom.

Niepłodność – to może być długi maraton i lepiej się do niego pod kątem radzenia sobie z emocjami i stresem przygotować.

Jak radzić sobie z emocjami? Na przykład skupiać się codzienne na drobnych przyjemnych chwilach, zdarzeniach, widokach, zapachach, rozmowach

Ucząc się prawidłowego oddechu przeponowego. Głęboki oddech uspokaja, dotlenia, wycisza, relaksuje.

Warto „pilnować” swoich myśli tak, żeby nie tylko przypominały nam o smutkach, ale również niosły nadzieję na to, że mogę być szczęśliwa mimo czekania.

Ważne jest zrozumienie, że nie na wszystko mamy w życiu wpływ. I skupianie się na tych elementach, na które wpływ mamy, czyli na swoich myślach, zachowaniach, wyborach.

I warto tu pamiętać, że każda z nas ma wpływ na siebie. Same decydujemy, jak chcemy się czuć. Decydujemy, czy tkwimy w smutku, czy szukamy możliwości takiego życia, żeby czekanie na dziecko nie było tak trudne.

Tego wszystkiego naprawdę krok po kroku można się nauczyć. I nagle okaże się, że pojawia się więcej drobnych radości, spokoju. Zmniejsza się poczucie bezradności. Lęk i złość szybciej mijają… Poprawia się jakość życia mimo czekania na dziecko. A nawet więcej – jest więcej sił i nadziei w czasie starań.

Święta to rodzinny czas. Ale także festiwal „niezręcznych pytań”. Często zadawanym pytaniem, totalnie nietaktownym, choć być może zadawanym w dobrej intencji, jest pytanie „to kiedy dziecko?” Jak przygotować się na taką świąteczną „niespodziankę”?

Monika Szadkowska: Och, pytania o dziecko nie będą „niespodzianką”! Będą na 90%. One padają najczęściej w dobrej wierze. Pytający w większości są w stosunku do nas nastawieni życzliwie i po prostu pytają o to, co według nich jest ważne dla nas.

Musimy pamiętać, że (niestety) nie mamy wpływu na zachowania innych ludzi. I ich pytania albo świąteczne życzenia nawet jeśli są według nas  nietaktowne, intymne czy wręcz wścibskie najpewniej zostaną wypowiedziane. Dlatego to, co możemy zrobić, to się odpowiednio przygotować.

A jak się przygotować? Cóż… to zależy od kilku czynników.

Po pierwsze ważne jest to, kto i w jaki sposób wkracza na nasz emocjonalnie trudny teren.

Po drugie, czy chcemy udzielić odpowiedzi zgodnej z prawdą, czy nie.

Po trzecie jak bardzo czujemy się na siłach wyjaśniać naszą sytuację, a może wolimy szybko uciąć temat?

Warto poświęcić chwilę czasu przed świętami, zastanowić się, z kim się spotkamy i czego po tym spotkaniu możemy się spodziewać. Czy ta osoba jest dla nas życzliwa? A może już wcześniej była nietaktowna? Czy chcemy być szczerzy, czy w tym wypadku to raczej z różnych względów niemożliwe?

Czasami można jeszcze przed świętami wyjaśnić, że nie chcemy pytań i życzeń związanych z posiadaniem dziecka. Są rodziny, które przyjmą prośbę ze zrozumieniem.

Często bywa też tak, że powiedzenie prawdy o długich staraniach, kosztach leczeniach, doświadczaniu poronień otwierają rodzinom oczy na problem niepłodności. Świadomość tego, z czym musicie się mierzyć sprawia, że zaczynają udzielać wsparcia, a przynajmniej przestają pytać.

Jeśli zdecydujesz się mówić prawdę, możesz skorzystać z szablonu FUO.

Powiedzieć o faktach, jakie miały miejsce – sparafrazować pytanie, czyli powtórzyć je swoim słowami i przy okazji wspomnieć, że jesteś w trakcie starań. Potem powiedzieć, jakie uczucia to pytanie w tobie wywołało i na końcu wspomnieć o swoich oczekiwaniach na przyszłość.

Na przykład, jeśli ciocia Kasia zapyta: „No, już tyle po ślubie, młodsza nie będziesz. Kiedy w końcu będzie dziecko? Dzieci nadają sens życiu”.

Stosując zasadę FUO powiesz tak:

(fakt) – „Ciociu, jesteśmy już kilka lat po ślubie i bardzo bym chciała mieć dziecko, ale póki co leczymy się z mężem.

(uczucia) – Czasem czuję ogromny smutek i żal i wiesz, nie lubię pytań o dziecko, bo… one bolą… Po prostu się boję, że nie zostanę mamą…

(oczekiwanie) – Porozmawiajmy o czymś, co będzie bardziej świątecznym tematem i sprawi, że obie będziemy mogły miło spędzić czas na pogawędce”.

Niestety bywa też tak, że relacje z rodziną są na tyle trudne, pozbawione empatii, życzliwości czy zrozumienia, że lepiej o swojej niepłodności milczeć.

Niepłodność jest chorobą społeczną. Dotyka około 1,5 miliona par.

Na taką okoliczność koniecznie trzeba mieć przygotowany zestaw kilku odpowiedzi, które mogą być sarkastyczne, wymijające lub po prostu stanowczo ucinające temat.

Ponieważ możemy nie przewidzieć wszystkich sytuacji i emocji, jakie one w nas wywołają, warto mieć przy sobie talizman. Mały przedmiot, który doda nam pewności siebie, przywoła miłe wspomnienia i sprawi, że czas w rodzinnym gronie stanie się przyjemniejszy.

Prawdopodobnie większość par starających się o dziecko w pewnym momencie stwierdzi, że nadszedł moment, żeby skorzystać z pomocy specjalistów. Po czym poznać, że wskazana jest specjalistyczna pomoc, a kiedy nasze starania jeszcze mieszczą się w normie? I czy w ogóle istnieją sposoby na to, aby, do pewnego momentu, samej pomóc sobie z zajściu w ciążę? Dieta? Suplementacja witamin? A to może tylko sposób sprzedaży kolejnego produktu?

Monika Szadkowska: Niepłodność jest chorobą społeczną. Dotyka około 1,5 miliona par. Jeszcze 20 lat temu kiedy para zgłaszała się do lekarza, ponieważ chciała mieć dziecko, ale przez kilka miesięcy nie zachodziła w ciążę, to otrzymywała zalecenia naturalnych starań przez 2 lata. Jeśli po tym czasie nadal nie było ciąży, zaczynano diagnostykę.

Teraz nie możemy tyle czasu czekać. Parametry płodności kobiet i mężczyzn spadają. Problemy hormonalne, immunologiczne, insulinooporność, endometrioza mają ogromny wpływ na starania o dziecko. Dochodzą do tego również problemy związane z niedrożnością jajowodów czy u mężczyzn z żylakami powrózka nasiennego.

Im szybciej para zostanie poprawnie zdiagnozowana, tym szybciej można rozpocząć odpowiednie leczenie.

Nie ma sensu czekać dwa lata, bo w tym czasie można już zadbać o poprawę zdrowia i płodności.

Zwłaszcza że niepowodzenie starań jak wiemy, mocno wpływa na psychikę, doświadczane emocje i często wpływa na relacje z bliskimi.

Nie ma sensu tkwić w takim stanie latami!

Dlatego jeśli kobieta zna swój cykl, umie rozpoznać dni płodne, monitoruje owulację i mimo  to nie zachodzi przez pół roku w ciążę, warto rozpocząć diagnostykę: zbadać hormony wpływające na kobiecy cykl a w przypadku mężczyzny wykonać badania nasienia.

Płodność to bardzo delikatny… stan. Wpływa na nią wiele czynników zarówno medycznych jak i psychicznych. Często życie w dużym napięciu, stresie, w stanie ciągłego przemęczenia obniża możliwość zajścia w ciążę.

Czasem wystarczy tylko nieco wspomóc organizm odpowiednią suplementacją albo zmianą diety na bardziej sprzyjającą płodności. Czasem dodanie do codziennych zajęć odpoczynku – albo więcej sportu, ruchu również coś zmienia w ciele, poprawia płodność i kobieta zachodzi w ciążę.

Kiedy chcemy mieć dziecko, naprawdę warto zadbać o coś, co nazywam płodnym stylem życia.

Więcej zdrowej żywności, więcej ruchu i czasu na odpoczynek, więcej skupienia na życiu, które trwa cały czas wokół mnie, a o którym poprzez trudne starania zapominam.

Płodny styl życia to również umiejętność nauczenia się radzenia sobie z emocjami niepłodności, umiejętność zapanowania nad nimi, zmniejszenia stresu i leku na przyszłość. To wiedza o tym, jak odpowiadać na pytania o brak dziecka, jak nie odreagowywać swojej złości na bliskich, nie płakać co miesiąc widząc kolejną jedną kreskę na teście ciążowym.

O swoją płodność naprawdę można, a nawet trzeba zadbać kompleksowo!

I w tym celu warto udać się do odpowiednich specjalistów.

W sprawach stricte medycznych – do ginekologa, żeby poprawić jakość odżywiania, które ma wpływ na owulację czy wzrost endometrium – do dietetyka, żeby poradzić sobie z emocjami niepłodności – na przykład do coacha płodności.

Każdy specjalista zna się na „swojej działce” i umie doradzić, podpowiedzieć czy nauczyć pewnych nowych umiejętności, które poprawiają płodność. To inwestycja w siebie i w swoją szczęśliwą przyszłość! I ma sens nawet wtedy, kiedy okazuje się, że musimy skorzystać z metody in vitro.

Wydaje się, że wtedy to już tylko lekarze muszą odpowiednio przygotować organizm i para niewiele ma już do zrobienia poza czekaniem na pierwszy test po transferze.

A jednak wypoczęty organizm, odżywiony, zrelaksowany będzie chętniej „współpracował” i wspierał działania medyczne.

Stres towarzyszący procedurze również jest ogromny i wpływa na stan samopoczucia. Warto zadbać o to, żeby  napięcie, lęk, niepewność nie utrudniały dodatkowo procedury. Warto zadbać o to, żeby ją wspierały! I tym samym zwiększyć swoje szanse na zajście w ciążę!

Naprawdę można przygotować się do czasu walki z niepłodnością na różne sposoby.

Ja polecam zadbanie o psychikę i umiejętności radzenia sobie z emocjami, skupiania uwagi na tym, co dobre wokół nas.

Na skupianiu się i wykorzystaniu maksymalnie tych możliwości, na które mam wpływ.

Dziękuję Ci za rozmowę i za to, że wspierasz nie tylko kobiety, ale i pary w niepłodności.

Moja gościnią była Monika Szadkowska, autorka książki „Chcę Mieć Dziecko”, programów on line pomagających przejść przez niepłodność, coach płodności i rozwoju osobistego, blogerka. Wspiera kobiety w niepłodności. Prowadzi on line grupy wsparcia dla osób starających się o dziecko.

Więcej informacji znajdziesz na Facebooku oraz Instagramie.

O autorce

Doktorka kulturoznawstwa, przez 11 lat związana z antropologią kultury. Specjalizuje się w antropologii seksualności i ciała, dyskursach kultury współczesnej oraz popularnej.

Jeszcze nikt nie skomentował

    Zostaw komentarz